niedziela, 28 maja 2017

39. Aktualizacja | Pierwsze wrażenia po hennie

Spokojnie, nie przestaję pisać :)
Miałam długą przerwę od pisania przez przeprowadzkę i chwilowy brak internetu. Na szczęście już po całym zamieszaniu, czas zdać sprawozdanie co się działo przez ponad miesiąc czasu! :)

Jeśli chodzi o akcję z anwen, to szło mi na początku całkiem dobrze! Byłam we wszystkim systematyczna aż do momentu przenoszenia rzeczy ;) Po tym moja systematyczność legła w gruzach. Postanowiłam to powtórzyć i wznawiam swoje działania.
Na początku maja również podcięłam końce o 2-3 cm.
Aktualnie ich długość to 54,5 cm - pomimo ścięcia są nadal dłuższe niż były, więc musiały sporo urosnąć.
Postanowiłam również przerzucić się na "lżejszą" pielęgnację. Zauważyłam, że rezygnacja z SLS, farb i innych ciężkich rzeczy służy moim włosom. Więc co to oznacza? Oznacza to, że będę myć włosy lekkimi szamponami, maski i odżywki będą najczęściej bezsilikonowe, silikony postaram się kłaść jak najrzadziej, rezygnuję również z farb, raz na jakiś czas zrobię tylko i wyłącznie odrost.
Więc co zamierzam? Przerzuciłam się na hennę :)
Pierwsze hennowanie jest już za mną. A oto i efekty :)



Mój kolor sprał się do rudo-blondu, zapuściłam również ładny odrost. Najgorzej się czuję właśnie w tym spranym kolorze, postanowiłam więc poeksperymentować. Dzięki grupie Henna na włosy, Miksologia znalazłam informacje o najbardziej czerwonych hennach i w jaki sposób powinnam to zrobić. Kupiłam więc 200g Banjaras i Mumtaz od jednego sprzedawcy, zaopatrzyłam się o wodę destylowaną, sok z jabłek i zabrałam się do roboty. Na początek stworzyłam kilka różnych próbek i miksów aby wiedzieć jak dana henna barwi. Zrobiłam test na wacikach, popatrzyłam na zdjęcia jak dane henny wychodzą. Najbardziej przemówiła do mnie Banjaras.
Na moje włosy poszło 120 g Banjaras i pół szklanki soku jabłkowego. Zalałam ciepłą wodą i wymieszałam do konsystencji pasty. Henna została przygotowana w plastikowym pojemniku po litrowym Kallosie (kolejny tip na te wielkie pudełka, więcej podam w następnym poście ;) ) i odstawiona na 4 godziny do kąpieli wodnej aby nie za bardzo traciła swojego ciepełka. Po 4 godzinach umyłam włosy miksem szamponów z SLS aby oczyścić dokładnie włosy z filmformerów - były już kilkudniowe, więc musiałam zapewnić im solidne oczyszczanie. Nałożyłam pasmo po paśmie hennę na całe włosy, zajęło mi to około 15 minut.
Zwykle henna wychodzi innym za rzadka - byłam na to na tyle wyczulona, że zrobiłam zbyt gęstą. Po tych 4 godzinach henna sama w sobie również zgęstniała (rada na przyszłość? Nie bać się wody :) ) Zebrałam włosy na czubku głowy, owinęłam folią, nałożyłam czapkę i położyłam się spać.
Po 10 godzinach zmyłam hennę, nałożyłam glutek lniany i owinęłam na 15 minut folią.  Następnie spłukałam siemię, i podsuszyłam lekko włosy.



Moje przemyślenia...
Na początku byłam bardzo zadowolona z tego, jak bardzo się błyszczą! Z drugiej strony bardzo bałam się przesuszu po tym i miałam rację. Moje włosy są bardzo sztywne z natury, henna sama z siebie dodała im jeszcze sztywności. Nie jestem przyzwyczajona do tego suszu, nie mogę się doczekać pierwszego mycia ;) Na kolejny raz dodam odżywki lub czegoś mocno nawilżającego do henny lub po hennie.
Kolejną rzeczą jest światło. Na słońcu kolor jet inny, w cieniu inny, na światło pokojowe inny. Zostałam kameleonem :)
Istotną rzeczą jest chelatowanie. Niestety mi się to nie udało - brak odpowiedniego szamponu i octu jabłkowego. Na kolejne hennowanie zadbam, aby ten punkt został zrealizowany.
Ostatecznie jestem ogromnie zadowolona z henny Banjaras, widocznie nie taki straszny diabeł jak go malują :) Nie mogę się doczekać kolejnego razu.
Specjalne podziękowania należą się Martynie z grupy za pomoc i porady oraz inspirację! :)