środa, 19 lipca 2017

45. Godny fryzjer = wyedukowany? Jak wygląda praca w salonie od środka?

Często na grupach widzę post dotyczący polecenia godnego fryzjera w danej dziedzinie. Czasem dzieje się tak, że dobrego fryzjera nie ma w mieście, więc udajemy się w drogę do niego - 10, 50, a nawet 100 czy 200 km. Dlaczego tak jest? Czy naprawdę dobrych fryzjerów jest tak mało?


Opowiem wam jak jest, jak to wygląda z MOJEJ perspektywy. Przewinęłam się po kilku szkołach, po kilku salonach, pracowałam z różnymi ludźmi - tak różnymi, że czasem potrafię się uśmiechać przez cały dzień, a przy innej sytuacji mam wręcz ochotę zrezygnować z wykonywania zawodu.


Zacznijmy od prostego pytania - jak wygląda nauka zawodu?
Na początku byłam w technikum. Przez pierwszy rok byłam w ZSZ nr 2 w Białymstoku. Jeśli chodzi o samych nauczycieli - generalnie byli w porządku, kompetentna kadra, którą całkiem dobrze wspominam do tej pory. Nauczyciele bardzo się przykładali do tego, aby wpoić pewne rzeczy, były organizowane wycieczki, szkolenia, kursy, ale to nie było to. Zmieniłam więc technikum, na drugie - na ul. Krakowskiej w Białymstoku. Jednak tam na zajęciach praktycznych poczułam się pozostawiona sama sobie. "Przyszedł pan? Bierz nożyczki i tnij". Pytanie jak, bo nigdy nie trzymałam nożyczek w dłoniach. Noi tu pozostajesz zdana sama na siebie. "Masz nawinąć trwałą." Jak? Bierzesz wałek, nawijasz. Nikt nie powie co jest do dopracowania, na co powinnam zwrócić uwagę, jak to ma wyglądać, co zrobić gdy.. Nie. Jednak najlepiej wspominałam moją nauczycielkę od technik fryzjerskich. Jest to jedna z fryzjerek tych, które mają pasję, zaangażowanie, wiedzę.
Jest to ta nauczycielka, która czytała książki z pasją. Nie maglowała nas tylko i wyłącznie z procesów technologicznych, ale i z podstawowej wiedzy. Tej, którą fryzjerzy powinni mieć. Na temat wpływu witamin na włosy pisałam długie referaty, czy jak dbali o włosy Słowianie. Uwierzcie mi, nie każdy to w szkole ma. Bo ja byłam jedyną osobą, która te referaty pisała. Z niektórymi nauczycielami na pewne tematy potrafiłam się sprzeczać, z powodu ICH niewiedzy. Jednak z tą kobietą rozumiałam się bez słów. Podziwiałam ją, a ona pchnęła mnie do przodu. I za to jej dziękuję :)

Bardzo wcześnie jednak podjęłam radykalną zmianę. Przeprowadziłam się na drugi koniec Polski. W związku z tym, musiałam zmienić szkołę. Aby jak najszybciej móc zarabiać, musiałam przenieść się z technikum do zawodówki.  W tej szkole było inaczej. Przez miesiąc, 3 razy w ciągu całego okresu nauki należy przejść kurs obejmujący przedmioty zawodowe. 3 stopnie, każdy trwa miesiąc. I tu jest prawdziwa gratka. Jest kilka różnych przedmiotów, bardzo dużo wiedzy - nie tylko tej zapisanej, ale trzeba i słuchać.

Skoro jest kształcenie, to skąd bierze się niewiedza fryzjerów?
Już tłumaczę - BO UCZNIOWIE PRZESYPIAJĄ. Olewają zajęcia teoretyczne. Na takim jednym kursie jest 40-45 osób, z czego większość nie wie nic. Bo "nie chce im się pisać", bo "wolą pogadać z innymi", "bo po co im to". Źródeł na dzień dzisiejszy jest naprawdę wiele, wystarczy poświęcić trochę czasu aby czegokolwiek się dowiedzieć. Ale jeśli komuś się nie chce - to się nie dowie.

Pracując w salonie tej teorii jest niewiele, bądź wcale. Dlaczego? Bo tu się kładzie nacisk na to, aby zrobić coś z efektem, wiedza jest "nie potrzebna". Trafiłam do salonu, gdzie wyuczono mnie wszystkiego, abym mogła pracować. A praca w tym zawodzie wygląda AUTOMATYCZNIE. Wszystkie ruchy muszą być wyćwiczone jak w zegarku, to praca również i na czas. Wszystko musi być wyuczone tak, aby można to było zrobić z zamkniętymi oczami, nie ma czasu na pytania, potyczki, niedociągnięcia czy spokojną pracę. Wszystkie ruchy muszą być szybko.
Masz wiedzieć jak masz nawinąć wałki na trwałą, to co się dzieje we włosie jest mniej ważne. Masz umyć włosy w 3-5 minut, to jakim szamponem, jaką odżywkę nałożysz jest mniej ważne, już nie wspominając o składzie.
Żadna z moich szefowych (byłych jak i teraźniejszych) nie zna się na składzie. Żadna z fryzjerek, które znam - a ze szkoleń, szkół i po prostu z otoczenia znam ich sporo - NIE ZNA się na składach. Mało która wie co tak naprawdę nawilża włos (często słyszę od koleżanek z fachu, że olej nawilża ;) ), nie są w stanie polecić więc produktów. Więc jeśli wypadają wam włosy, przetłuszczają się, macie łupież, czy cokolwiek - nie polecam pytać fryzjerów o te tematy.  Jest mi to naprawdę przykro mówić, ale czasem słyszę takie głupoty że aż przykro słuchać. Kiedyś pracownica robiła "pielęgnację keratynową" (coś w stylu keratynowego prostowania- mycie szamponem meega ultra-rypaczem bo włosy aż piszczały po 1 przemyciu, potem nakładanie "odżywki" na włosy, po 20 minutach płukanie, suszenie i prostowanie włosów, na koniec serum silikonowe dla podtrzymania efektu). Pielęgnację keratynową - z tym że bez keratyny w składzie. Bardziej bym nazwała to pielęgnacją silikonową. Szefowa oczywiście nieświadoma.

Czy zdajecie sobie sprawę, jak bardzo czasem jesteście oszukiwani?
 Kiedyś moja szefowa robiła ombre, aby włosy jej nie przeszkadzały, stwierdziła, że na część położy odżywkę na folię aby było jej wygodniej. Kiedy zapytałam dlaczego tak, a nie inaczej, odpowiedziała mi, że jest jest w ten sposób wygodniej, a przy okazji włos się odżywi. Głośno odpowiedziałam "przecież łuska jest nieotwarta, a w ciągu godziny robienia ombre i 40 minut czekania włos się rozmiękczy od tej odżywki" - usłyszałam, że podważam jej kompetencje i klient nie musi wiedzieć, co jest robione. Gdy pracowałam w innym salonie, robiąc porządki na półkach z farbami, zauważyłam że część NIE MA PUDEŁEK, część farb jest po terminie. Kilka firm farb, kilka firm rozjaśniaczy (również po terminie był co najmniej 1), oksydanty również były różnych firm. To nie miało prawa bytu. Dezynfekcja od święta, postawiona ewentualnie "na pokaz przed sanepidem".
Nauczona ze szkoły, że tak nie ma prawa być, zwolniłam się. Miałam dość.

Trafiłam do lepszego miejsca, gdzie mnie pilnowali, abym manualnie była w jak najlepszej kondycji. Tłumaczono mi rzeczy techniczne, to jak coś zrobić. Jaki oksydant dodać, jakie proporcje farb, jak pracować z wagą, co dopracować z mojej technice strzyżenia i multum innych rzeczy. Wysyłano mnie na szkolenia, abym miała jak najświeższe informacje. Ale ja nie lubię niewiedzy. Tłumaczyłam innym jak będzie działał dany składnik szamponu, odżywki, ampułki- ale fryzjer nie lubi słuchać. Ma własne racje, albo nie chce wiedzieć.

Kiedy kładłam farbę klientce, rozmowa się rozwinęła, z jej strony padło pytanie, czy słyszałam o olejowaniu. Odpowiedziałam z radością, że tak, bardzo mnie ucieszyło, że w końcu ktoś coś wie na ten temat. Co usłyszałam dalej? "I po co tak sobie utrudniać? Bez sensu" - Szkoda że do niektórych nie da się dotrzeć. Wszelkie argumenty równają się z ziemią.
Pomimo to nie poddaję się. Ostatnio udało mi się przekonać jedną panią do hennowania włosów! Bardzo się cieszyła, wypytywała, starałam się udzielić wszelkich odpowiedzi. I wróciła z jeszcze większą porcją pytań! Tacy ludzie cieszą :)

Nie mniej jednak szefostwo ani pracownicy nie tolerują "moich metod" doradzania klientom. Bo wolę wypytać, zbadać dogłębnie problem i coś doradzić i wytłumaczyć, niż dla wszystkich klientów na wypadanie polecać Loxon na receptę, a na zniszczone, spalone włosy rozjaśniaczem ultra cudowną maskę uzdrawiającą czy wyżej wspomnianą "pielęgnację keratynową" i prostownicę. Nie. Po prostu nie. Jeśli nie wiesz, nie masz zielonego pojęcia, o czym mówisz - nie mów. Włosy to moja pasja, uwielbiam to robić, jednak tak nie da się pracować. Doradzam z przyjemnością również i wam, nie przestanę tego robić. Ale za 2 miesiące kończy mi się umowa, odchodzę z tego salonu i nie wiem czy nadal będę wykonywać ten zawód. Czas pokaże.
Dziękuję jeśli dotarliście do końca :)

EDIT:
Chciałabym dodać coś jeszcze.... Jeśli wasz fryzjer mówi/pisze/publikuje coś takiego, uciekajcie. Nawet nie odniosę się do tych słów...


poniedziałek, 17 lipca 2017

44. Okiem fryzjera: Kobieto- zrób test!

Na grupie Włosing oraz Henna na włosy, miksologia aż zagrzmiało na temat testu alergicznego na farby u fryzjera. Powiedzmy sobie szczerze - ile z was dokonało takiego testu w domu, czy u fryzjera? Odpowiedź jest porażająca - kilka! Na grupie została przeprowadzona ankieta przez Justynę z bloga Henna miksologia. jednak wasze komentarze są zdumiewające. Poruszmy temat testu alergicznego!


Czy wiecie jaki może być rezultat gdy nie wiecie czy jesteście uczulone?
Czy jesteście świadome zagrożenia?
Czy wiesz jak objawia się alergia na składniki farb?
Czy kiedykolwiek wykonałaś test na alergię?
Czy wiesz, że gdy pierwszy raz przychodzisz na koloryzację w salonie, musisz przejść taki test?
- Odpowiedź najczęściej na te pytania brzmi "nie." Niektóre z was nie wiedzą nic o takim teście! Już wyjaśniam jak to ma wyglądać.

Gdy przychodzimy do fryzjera umówić się na koloryzację, fryzjer powinien za uchem, czy na karku zrobić małą plamkę farbą na skórze. Czekamy 48 godzin - jeśli nie ma przeciwwskazań, można zrobić koloryzację. Jeśli wystąpiła reakcja alergiczna, nie zaleca się koloryzacji. Dlaczego? Bo może zaszkodzić naszym włosom i skórze głowy. Fryzjerzy oraz same marki przekonują, że farby nie zawierają szkodliwych składników, więc są super bezpieczne. Jednak żyjemy w takich czasach, gdzie wszystko może uczulić, więc bądźmy ostrożni - taki test może uratować Ci skórę!

Jakie są objawy uczulenia?
-pieczenie, swędzenie, obrzęk, rany, podrażnienie skóry głowy, które może się rozwijać. Uczucie duszności, zawroty głowy. Objawy mogą być dużo gorsze jeśli nie zareagujemy w porę. Zdarzają się wypadki, które kończą się hospitalizacją.

Często jest to wina fryzjera. Na szkoleniach z koloryzacji każdy fryzjer na samym początku szkolenia jest informowany, że powinien nowym klientom zrobić test alergiczny, na każdej farbie jest informacja o tym teście, czy też na samym początku nauki w szkołach fryzjerskich. Niestety fryzjerzy takich testów nie robią, bo "szkoda tracić czasu". Jednak gdy przychodzimy osobiście, a wizyta jest za kilka dni, należy taką próbę uczuleniową przeprowadzić.
Najczęściej jednak zostaje przeprowadzona diagnoza skóry głowy. Czasami to nie wystarczy, chociaż też fryzjer powinien obejrzeć czy nie ma innych przeciwwskazań.

A co jeśli klient odmawia?
-Wtedy cała odpowiedzialność spada na klienta. Jeśli nie zgadza się na próbę uczuleniową należy spisać to na papierze, że wszelkie skutki są na odpowiedzialność klienta i nie będzie się domagał odszkodowania.

A co wtedy, gdy próba uczuleniowa była, nic się nie stało a gdy byłam na koloryzacji, to uczulenie wystąpiło?
-Czasem dzieje się tak, że to coś z farbami jest nie tak. Na każdej tubce jest numer LOT, jeśli coś jest nie tak, fryzjer musi zadzwonić do danego przedstawiciela hurtowni/marki, podać numer LOT, farby zostają przebadane i czasem wycofywane z rynku.
 
Co zrobić, gdy koloryzacja została przeprowadzona bez testu i wystąpiła reakcja alergiczna?
-Jeśli stała nam się krzywda, można zgłosić to do Rzecznika Praw Konsumenta i walczyć o odszkodowanie. Pamiętajmy, aby na dowód wziąć paragon!

Jednak trzeba coś z tym zrobić. Wiele osób trwa w niewiedzy.

Nie rób sobie krzywdy! Będąc u fryzjera, zapytaj, czy wykonują test na reakcję alergiczną. Wiele osób nie ma świadomości, że test musi zostać wykonany. Pomóż nam uświadomić więcej osób! Napisz o tym, lub informacje przekaż dalej!