sobota, 12 sierpnia 2017

48. Recenzje: Herba Vita | Podsumowanie akcji wcierania

Hej!
Po powrocie z Warszawy przypomniałam sobie, że nie zrobiłam podsumowania akcji wcierania. Chciałam zrobić zdjęcia odrostu po, ale niestety zapomniałam i jestem już dawno po koloryzacji. :(
Zrobie jednak podsumowanie póki pamietam ;)

A więc zasady akcji wcierania opisałam tutaj --> Klik
Moje włosy są często oporne i gdy im się nie chce, po prostu stają w miejscu i nie rosną. Najfajniejszym przyspieszaczem była wcierka Kaminomoto oraz olej sesa. Po nich miałam pewniak, że urosną 1,5-2 cm. Postanowiłam jednak przetestować coś innego niż Kaminomoto - bo jednak ta wcierka jest troszkę droga i zobaczyć efekty. Akurat pod ręką była lekko napoczęta Herba Vita z acerolą. Starałam się wcierać ją codziennie raz, a co drugi dzień dwa razy dziennie - rano i wieczorem. Po 14 dniu jednak moja motywacja oraz chęć trochę osłabły, kilka razy zapomniałam wetrzeć, jednak i tak nie za często jak na moje zapominalstwo :) Jeśli chodzi o peeling, zrobiłam go 3 razy przez całą akcję i stosowałam trochę cześciej mocniejsze szampony.
Akcję wcierania przedłużyłam o 4 dni (bo tyle razy zapomniałam wetrzeć) czyli do 15 lipca. Od tamtej pory aż do aktualizacji nic nie wcierałam. Efekty są w poście o aktualizacji, ale tego jest znacznie więcej!
Baby hair się pojawiły, nie busz, ale są! Najwięcej na linii zakol. Dzięki tej wcierce nie musiałam myć włosów aż tak często - przedłużenie świeżości zawdzięczam Herba Vicie. Po szamponie Petal Fresh do koloru odnoszę wrażenie że na drugi dzień wyglądają nieświeżo. Dopóki wcierałam nie było to aż tak widoczne. Startowałam z długością 55 cm. Aktualnie jest to 58cm, jednak myślę, że urosło ok 2,5 cm. Odejmuję dlatego że odczekałam trochę z tym postem i trochę czasu minęło. Włosy mierzę zawsze miarką krawiecką, zawsze z tego samego punktu do najdłuższych końcówek. Akcję uważam za mega udaną! Myślę nad kolejną akcją, może na trochę innych zasadach. Piszcie, co by was interesowało, lub z czym macie problem :)

Zgłosiła się do mnie Berenike, która wzięła udział w mojej akcji. Przysłała mi swoją opinię.
Berenike wcierała Saponics zazwyczaj 2x dziennie. Bez przyspieszaczy porostu, uzyskuje około 1 cm. Po akcji uzyskała podobny przyrost - od 1 do 1,5 cm. Ale... u Bereniki pojawiły się liczne bejbiki :) Sprawdza przyrost za pomocą miarki krawieckiej oraz baby hair. Co osoba to inny efekt :)

Jeśli chodzi o Herba Vitę z acerolą i biotyną, możecie ją kupić tutaj za 14,50 zł za 125 ml.
Skład: Aqua, Alcohol, Propylene Glycol, Glycerin, Isopropyl Alcohol, Malpighia Glabra Fruit Extract, Biotin, Benzyl Alcohol, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Mentha Piperita Leaf Extract, Arginine, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid.
Nie jest jakaś skomplikowana - skład przetłumaczony na stronie. Buteleczka jest mega poręczna, bardzo wygodna, łatwo zaaplikować wcierkę na skalp. Jest bardzo wydajna - nadal mam jej całkiem sporo! Cena również jest atrakcyjna. Miałam na testach również jej siostrę - Herba Vitę z arniką i łopanem - po niej nie zauważyłam tylu efektów, co po cytrynowej wersji. Najnowszych dwóch nie testowałam, jednak ja jestem tak zachwycona cytrynową, że nie wiem czy chcę inną wcierkę :)
Uważam, że podjęłam świetną decyzję wybierając właśnie ten produkt na akcję wcierania. Jest w niej całkiem sporo alkoholu, więc osoby z uszkodzoną, wrażliwą skórą głowy - nie sięgałabym, dlatego że jest całkiem mocna - mogłaby podrażnić.

Podsumowując, jestem ogromnie zadowolona z akcji, zarówno jak i z wcierki :) Szykuję dla was powoli niespodziankę, bądźcie cierpliwi! :)
Czy jesteście zainteresowani akcjami? Jak u was przebiegła akcja wcierania? Piszcie! :)

środa, 9 sierpnia 2017

47. Moja Włosowa Historia!

Hej!
Po długim czasie namysłu, postanowiłam opisać MWH. Niestety będzie trochę uboga w zdjęcia, ponieważ wyprowadzając się z mojego rodzinnego Podlasia na Łódzkie, zostawiłam album ze zdjęciami, a zdjęcia na laptopie już dawno mi przepadły, udało mi się odzyskać tylko kilka. 

Z opowiadań członków rodziny wiem, że urodziłam się baardzo "owłosiona" :) Miałam dużo małych czarnych włosków na głowie. Na początku to były...loczki! Małe, czarne spiralki. Gdy pojawiło się ich znacznie więcej, tata zaprowadził mnie do fryzjerki (której nienawidzę do tej pory, a zawsze prowadzał mnie do jednej) i jako dziecko, zostałam ogolona na łyso :)
(Tu miałam 3 lata)
Włosy sobie odrastały spokojnie, ale za to bardzo grube i mocne jak na dziecko- odziedziczyłam włosy po tacie! Ciemne, grube i sztywne. Z czasem gdy dorastałam, a włosy stawały się dłuższe, był problem- z myciem i czesaniem. Po myciu czesał mi włosy tata, bo gdy mama wzięła szczotkę lub grzebień do ręki, krzyczałam i uciekałam. Tata był nieco delikatniejszy, ale i tak niechętnie dawałam swoje włosy komukolwiek. Moje włosy nie miały tendencji do plątania- TO BYŁ JEDEN WIELKI KOŁTUN. Mycie szamponem bez odżywki daje właśnie taki oto efekt, ale co mężczyzna mógł wiedzieć o pielęgnacji damskich, dziecięcych włosów?
(Tu miałam 7 lat)



Pamiętam, jak moja babcia wysyłała odżywki w sprayu bez spłukiwania dla dzieci ze Stanów - po tych odżywkach dawało radę ale -jak włosy trochę bardziej przeschną. Postanowiłam trochę pogrzebać i znalazłam jak wygląda:

Może i jest dostępna w Polsce, nie wiem, nigdy nie widziałam, a ja jej używałam jakieś około 12 lat temu :) Do dziś pamiętam jej zapach :)
Mama od dziecka lubiła mi robić prostą grzywkę. I tak też ją od dziecka miałam. Zawsze byłam ścięta na tzw: kleopatrę :) Czyli równa grzywka i włosy do ramion. Grzywkę podcinała mi mama, czasem tata lub często fryzjerka- niestety, zwykle do połowy czoła, aby "nie chodzić za często", a gdy włosy były w okolicach połowy pleców - sru do fryzjera znów na kleopatrę! :(
Pani Joanna K., która ma swój zakład w Białymstoku do dziś, do tej pory nie umie ścinać. Grzywkę zawsze musiała mi zrobić krzywo, z zębem, a włosy ścinała na długość do połowy szyi. Tak było cały czas. Moja siostra, zresztą miała to samo (w wieku dziecięcym byłyśmy jak dwie krople wody, z tą różnicą, że ona jest o 7 lat starsza :) ). Jedynie na komunię udało się uratować moje włosy przed ścięciem. Po komunii- znów miałam obcięte. Ostatni raz zostałam ścięta na kleopatrę w 5 klasie. Byłam tak zrażona do tej fryzury, fryzjerki i nożyczek, że już się nie dałam zaciągnąć. W końcu już umiałam odpowiadać "nie" i miałam trochę więcej do powiedzenia, po za tym każda dziewczynka w klasie miała długie włosy, były śliczne a ja im mogłam jedynie pozazdrościć. Zwłaszcza jednej- która zawsze miała włosy za pupę.
Postanowiłam coś zmienić- zaczęłam zapuszczać grzywkę na bok. Po części, to była moja najgorsza decyzja- wyglądałam strasznie. Lecz gdyby nie to, nie zmieniłabym nic i nie doszłabym do pewnych rzeczy.
Pewnego dnia, dziewczynka z mojej klasy przyszła w krótkich włosach. Były bardzo ładnie obcięte, czego jej zazdrościłam. Więc poleciałam do mamy, która kiedyś pragnęła zostać fryzjerką. Skończyło się tragedią, bo miałam "dwupoziomowe włosy" i długą grzywę, ale udawałam, że mi się podoba aby nie obrazić mamy. Kończąc podstawówkę a idąc do gimnazjum, nie chciałam wyglądać ani jak dzieciak, ani wyglądać paskudnie. Chciałam zmiany, zacząć wszystko od nowa.
Udałam się do fryzjerki, poleconą przez podwórkową koleżankę, która też miała długie włosy do pasa i została obcięta na krótko.  Usiadłam na fotelu i poprosiłam "wystopniować, wycieniować na całej długości, z długości nic nie ścinać i chciałabym mieć ładną grzywkę na bok'. Było co ciąć!
Pani młoda, uprzejma, blond loki, sympatyczna! Po wszystkim oczom nie wierzyłam - zupełnie inna buzia. Byłam przeszczęśliwa! Pani spisała się na medal - oby więcej takich fryzjerek :) Idąc do 1 gimnazjum, wyglądałam bajecznie. Lecz chciałam wyglądać jeszcze lepiej - nie wiem co mnie podkusiło.
Najpierw zrobiłam sobie półokrągłą grzywkę, co mi nie pasowało zupełnie. Jeszcze w 1 klasie gimnazjum  poszłam do tego samego salonu ze zdjęciem. Pani na obrazku miała włosy średniej długości (lekko za ramiona) i mocno wycieniowane, postrzępione. A ja...zostałam ścięta prawie na chłopca :( Miałam włosy do połowy pleców, a wyszłam z tak krótkimi, że nie mogłam ich nawet związać.­­­­­..
Wróciłam do domu z płaczem- każdy mi mówił, że to wygląda tragicznie.Musiałam czekać aż odrosną - czyli jakieś 1,5 roku. Następnie chciałam zrobić sobie czerwone pasemka. Po chwili siedzenia z bratową w łazience, wyszłam z całymi czerwonymi włosami. Pokochałam je! Od tamtej pory farbuję się na czerwono :)
Miałam wtedy około 14 lat (jestem z końca grudnia, więc urodziny mam późno). Efekt był taki:
(zdjęcia z lipca 2012)
Cały czas farbowałam je na czerwono, przeróżnymi farbami: efekt na zdjęciu to już po 2-3 myciu Syoss. A później leciały różne: palette, Joanna Naturia, Joanna Multicream, garnier, czy inne. Jednak cały czas, to nie było to. Czerwień była ciemna lub mahoniowa, a  chodziło mi o żywy kolor. W wakacje pomiędzy 3 klasą gimnazjum a 1 technikum postanowiłam...rozjaśnić włosy. Chodziłam od fryzjerki do fryzjerki i każda mi mówiła o rozjaśnieniu- taka natura posiadaczki ciemnych naturalnych włosów.
Kupiłam rozjaśniacz i niestety...przez 2 miesiące bawiłam się w złotowłosą. Następnie zakupiłam baardzo czerwoną farbę do włosów- Revia. Pofarbowałam nią sobie włosy- efekt był super! Niestety do następnego mycia. :/  Po myciu znów miałam włosy...koloru blond! Poszłam do technikum niestety w blondzie. Tam, od nauczycielek-fryzjerek dowiedziałam się, że trzeba włos...zapigmentować. Uzbierałam jak najszybciej pieniążki, a w lutym poszłam na pigmentację i koloryzację na swoją ukochaną czerwień.
Kolor trzymał się...miesiąc! Ale już nie byłam tą złotowłosą. Gdy pigmentacja mi się też wymyła, miałam kolor rudy. Moje włosy średnio zniosły rozjaśnianie, ale i tak w sumie całkiem dobrze, po 2 latach farbowania co miesiąc. Jednak pigmentacja, to było NAJGORSZE co mogłam im zafundować. A wynik tego był taki:
 (Nie będę was straszyć twarzami, tu chodzi o włosy ;) moje "włosy" po lewo, zdjęcie z 2014 roku :) )
Plus znów- koloryzacja co miesiąc, w dodatku często suszarka, prostownica. Koleżanki z klasy ćwiczyły często na moich włosach, bo miałam jedne z dłuższych w klasie. Czyli nauka loków różnymi lokówkami, robienie fal falownicą, karbowanie karbownicą  też odbywały się na moich włosach. Niszczyłam je niewyobrażalnie, nie zwracając na to uwagi.
Spotykając się z koleżanką, coraz częściej mi opowiadała mi, że chce mieć ładne włosy. Pamiętam dzień, kiedy kupiła sobie Jantar. Zaczęła mi wtedy opowiadać o całym świecie włosomaniactwa. Koniec końców, pewnego poszłyśmy na zakupy. Pomagała mi dobrać kosmetyki do moich mega zniszczonych, kruszących się, rozjaśnianych, farbowanych, UMIERAJĄCYCH wręcz włosów. Kupiłam maskę firmy Ziaja, czerwona, do włosów farbowanych ze względu na jej bogaty skład, wodę brzozową „gloria” oraz olej rycynowy. Tak na początek. Pierwsze maskowanie włosów- zeszło prawie 1/3 słoiczka, w dodatku trzymałam maskę godzinę. I było warto! I tak to się zaczęło…
Znalazłam jeszcze stary plan pielęgnacyjny z tamtego okresu :)
Mój plan pielęgnacji wyglądał tak:
1.       Szampon: Mila aloesowy
2.       Maska1: ziaja czerwona
3.       Maska2:  kallos keratin
4.       Olej: rycynowy 2-3x w tyg
5.       Wcierka: Woda brzozowa
6.       Płukanka: mięta+pokrzywa
Na początek całkiem nieźle. Później dokupiłam jantar, olejek Green Pharmacy oraz inne kosmetyki.  Startowałam z niesamowitym sianem.  Po 2 miesiącach, włosy wyglądały znacznie lepiej. Z czasem kosmetyków przybyło, a po pół roku byłam już dumna ze swoich włosów- z ich stanu oraz długości.  Systematycznie zapisywałam, kiedy podcinałam końcówki - oczywiście końcówki podcinałam sama i to sam ogonek, na szczęście fryzjerskimi nożyczkami. Kiedy i co wcierałam i co miałam na głowie, zapisywałam dosłownie wszystko.  Udało mi się doprowadzić je do porządku. Zagęściłam je znacząco, nie wisiał mi już smętny ogonek oraz je nawilżyłam.
Efekt w pół roku był taki:


Do 12 stycznia 2016 roku cieszyłam się z moich długich włosów. Większość dziewczyn mi ich zazdrościła. Będąc na praktykach, poprosiłam starszej koleżanki z salonu, aby podcięła mi grzywkę. Zaproponowała mi też podcięcie końcówek – 2 cm. I tego pożałowałam. Ostatnie zdjęcie mam, gdy moje włosy mierzyły 65 cm. 1 stycznia mierzyły one 69 cm.

 Natomiast po podcięciu już…50 cm. Niestety tak. Wiem, że zrobiła mi to specjalnie, bo jak można pomylić 2 cm z 20? Jak to włosomaniaczka, której skrzywdzono włosy, załamałam się niesamowicie (dziewczyna która ścięła mi włosy załamała się jeszcze bardziej po tym co jej powiedziałam). Jednak to też był dla mnie turbo-kop aby jeszcze bardziej zadbać o włosy.
Zostałam pocieszona przez koleżankę, oraz mocno zmotywowana wzięłyśmy się do działania.
Niestety, po ścięciu, moje włosy się zbuntowały i nie chciały rosnąć. Pomimo specyfików, już mi znanych i przetestowanych, moje włosy nie chciały ruszyć. Tak się działo przez kilka miesięcy. Nie potrzebowałam nawet farbować włosów, bo nie miałam odrostu. Odświeżałam jedynie kolor. W kwietniu zmieniłam miejsce pracy. Poprosiłam Olę aby podcięła mi końcówki. Wiedziała, że zależy mi na długości, więc je jedynie odświeżyła. I właśnie wtedy zaczęły rosnąć :)
Oto, jak moje włosy zmieniały się w 2016 roku:



 
 
Niestety zdjęcia nie są robione w tej samej koszulce, czy z tej samej perspektywy, dlatego aż tak nie widać różnicy.  Aktualnie są już prawie do talii. :) Jeśli chodzi o kondycję, bardzo dużo dała mi świadoma pielęgnacja. Z okropnego, łamiącego się siana zrobiłam naprawdę konkretny kawał kuca :) Jeśli macie wątpliwości, potrzeba wam dawki motywacji, powiem jedno - było warto!
Były wzloty i upadki. Najgorszą decyzją jaką mogłam podjąć, to było rozjaśnienie rozjaśniaczem drogeryjnym a potem pigmentacja i katowanie farbami co miesiąc - efekty widać na zdjęciu. Gdy udało mi się ściąć to co rozjaśnione i zapuścić od nowa - szefowa pomyliła oksydanty i od nowa. Ale...

Przez ten czas wiele się nauczyłam, wiele czytałam, nauczyłam się dobierać produkty i słuchać swoich włosów - i dzięki temu pomimo bardzo agresywnych koloryzacji i pomyłek koleżanek z pracy (a kilka ich było), koło się NIE ZATOCZYŁO i moje włosy pomimo to jakoś wyglądają - nie kruszą się, nie łamią, nie mam prześwitów, nie mam ogonka ani "firanki". Czasem jak patrzę na te zdjęcia nie dowierzam, że czegoś takiego dokonałam. Że mogłam tak je zniszczyć, nieświadomie zniszczyć a pomimo to doprowadzić do ładu i składu oraz nadal farbować.
Jak wygląda moja pielęgnacja teraz już wiecie :)
Jak wam się podoba? Zmotywowani?

wtorek, 8 sierpnia 2017

46. Włosomaniaczka w podróży | Woodstock | Spotkanie Włosowe | Aktualizacja

I już po Woodstocku! Ogromnie żałuję, że tak szybko to się skończyło. Według mnie to najpiękniejszy festiwal, jaki może być. Ten, kto nie był, powinien choć raz przekonać się na własnej skórze jak tam jest - opinie ludzi są różne, a najczęściej padają z ust osób, które nigdy tam nie były. "Jest tam brudno", "tam przecież nie ma jak się wykąpać", "ludzie są straszni" - bzdura, bzdura, bzdura! Ciężko jest utrzymać porządek przy 250 tysiącach ludzi. Ale jak na tak dużą liczbę osób to i tak jest bardzo dobrze. Nie ma gdzie się wykąpać? Jest kilka miejsc gdzie są prysznice - ogólnodostępne z zimną wodą i płatne kilka złotych z ciepłą wodą. A atmosfera? Najlepsza! Każdy jest uprzejmy, każdy się uśmiecha, wszyscy przyjmą Cię z otwartymi ramionami. Czego więcej chcieć? :)
Dziękuję bardzo osobom, które się zjawiły na spotkaniu! Jesteście wszystkie niesamowite. Pomimo że spotkanie było bardzo krótkie, to była przyjemność was poznać każdą z osobna :) Za rok być może zorganizuję coś większego.
 ~*~
Jeśli chodzi o festiwale, kosmetyczka włosomaniaczki musi być również odpowiednio przygotowana. Oczywiście same must-have, ale też w nie za dużych ilościach. Jeśli wyjeżdżacie, dobrze jest wejść w posiadanie małych opakowań na kosmetyki - ja kupiłam swoje pojemniczki w Kauflandzie za kilka złotych. Do nich przelałam odpowiednio:
1. Szampon - Petal Fresh z granatem do koloru.- Taki wybór, bo pięknie pachnie, jest naturalny ale bardzo dobrze oczyszcza. Wiadomo- pot, pył, deszcz.
2. Odżywka- na Woodstock zabrałam Biowax z bambusem. Do włosów farbowanych mi się już skończył, a w drogerii Natura akurat trafiłam na promocję ;)
3. Serum silikonowe Moroccanoil - nadal je posiadam, zużywam już 3 buteleczkę. Na wyjazdach trzeba zadbać o zabezpieczanie przed dosłownie wszystkim.
4. Spray termoochronny Marion - już posiadałam i zakupiłam również w Naturze, również na promocji. Jak wyżej - zabezpieczanie przede wszystkim!
5. Suchy szampon - Tego chyba nie trzeba przedstawiać :)
6. Gumeczki do włosów - bardzo się przydały, zwłaszcza gdy trzeba było pleść warkocze na Włosowym spotkaniu :)

Starałam się zabrać absolutnie jak najmniej kosmetyków- tych do twarzy również. Jestem jedną z tych osób, która gdzie się nie obróci, tam złowi coś fajnego. Na Woodstocku udało mi się zorganizować Włosowe Spotkanie. Odwiedziłyśmy więc Helfy i Indyjski Roman's. Zgarnęłyśmy fajne kosmetyki w bardzo dobrych cenach. Niektóre produkty były w niższej cenie niż w sklepie internetowym - dodatkowo udało nam się dostać zniżkę za zamówienie grupowe :)
Dla was mam kod na zakupy w Helfy na -10%: WOOD-2017 ważny do 31.08.2017 :)

(Przepraszam was za nieodklejone ceny, wzięłam się za napisanie posta póki mam czas)

Te produkty zostaną głęboko schowane i będą czekać na testy w swoim czasie, a już 12 sierpnia w sobotę jadę do Warszawy do sklepu Agnieszki! :)

Noi ostatnia część tego postu, czyli aktualizacja. Dawno nie robiłam takiej porządnej - czas to zmienić i usystematyzować.
Po powrocie do domu, od razu wzięłam się za olejowanie olejem kokosowym. Aktualnie jest na wykończeniu. W lipcu będę używać:
1. Szampon: Petal Fresh z granatem do koloru
2. Odżywka: Petal Fresh do koloru + Biowax z bambusem i awokado + Kallos Color z tuningiem
3. Do emulgowania: Kallos Color
4.Olej: kokosowy na wykończeniu + Kesh Kanti Oil
5. Wcierka: Herba Vita cytrynowa + Kesh Kanti Oil
6. Suplementacja: pokrzywa
Aktualnie długość wynosi...58 cm! Jestem ogromnie dumna, bo na ten moment są najdłuższe odkąd prowadzę bloga :) Po akcji wcierania miałam przerwę i farbowałam włosy - odrost więc znikł. Niestety są ciemniejsze, dlatego że koleżanka z pracy pomyliła farby - miałam końce fioletowo-brązowe a odrost burgundowy. Powoli udaje mi się to wypłukać, aby ujednolicić kolor nakładam okazyjnie KroMask.  W lipcu zapomniałam zrobić aktualizację, więc nie mam porównania :( Tym razem bardzo się spieszyłam, dziś mam niezłe kołtuny i jestem przed włosingiem, więc zdjęcie jest na szybko i nieudolne :P

Kolor jest przekłamany przez światło w korytarzu :( Szykuję powoli MWH oraz niespodziankę. Obserwujcie, niedługo się pojawi! Pozdrawiam :)