sobota, 24 czerwca 2017

43. Domowy, skuteczny sposób na łupież :)

Dosyć często słyszę pytania odnośnie łupieżu - to nie pomaga, tamto też nie, lekarze zawiedli. Szczerze wam powiem, że nigdy nie miałam tego problemu - chyba że bardzo, bardzo delikatny, czego łupieżem w sumie bym nie nazwała. Natomiast znam osobę, u której łupieżu zniszczyć się nie dało. Nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała czegoś z tym zrobić. Opiszę teraz kilka czynników, które mogą mieć na to wpływ :)

1. Szampon. 
Albo niekoniecznie dobrze dobrany - coś w składzie nieodpowiada dla skóry głowy, lub częstsza przyczyna - częste zmiany szamponu. Czasem skóra głowy źle reaguje na to, gdy co tydzień zmieniamy szampon. Skóra głowy czasem przyzwyczaja się do jednego (np. bardzo popularny H&S od którego później ciężko uciec) i na zmianę reaguje właśnie łupieżem.

2. Choroby skórne.
Zaniedbanie higieny to częsta przyczyna, przetrzymywanie skóry głowy nawet do 5-7 dni jest niezbyt dobrym pomysłem. Często spotykam się z postawą "aby jak najrzadziej myć włosy bo to niszczy", co skutkuje właśnie łupieżem. BZDURA! Najlepiej myć wtedy, gdy jest taka potrzeba - nie przetrzymujmy na siłę. Jednak według mnie jest dobrze myć co 2-3 dni. Takie przetrzymywanie kończy się różnymi chorobami skóry głowy, noi wtedy pozostaje tylko nam dobry dermatolog.

3. Nieodpowiednia wcierka.
Bywają i takie, które wywołują łupież. Nie u każdego, a u niektórych. Zmiana wcierki lub zaprzestanie na jakiś czas powinno pomóc.

4. Zbyt słabo spłukany szampon.
To jest bardzo ciekawe! Niejednokrotnie to jest problemem. Myjemy włosy, spłukujemy bardzo krótko, a produkt zostaje częściowo na skórze głowy. Podrapiemy się po głowie, a tu śnieg. I nie wiadomo skąd. Spłukujmy dokładniej!

Czynników jest o wiele więcej, opisałam krótko te najczęstsze. Sprawdziłam pewną możliwość na osobie, która bardzo długo boryka się z tym problemem. Przepis jest bardzo prosty oraz szybki :)

Potrzebne nam będzie:
-przegotowana, letnia woda
-ocet jabłkowy
-wacik
-pojemniczek

Przegotowaną wodę (np 100 ml) wlewamy do pojemniczka. Dobrze by było, aby była letnia. Dolewamy 25 ml octu jabłkowego, mieszamy i gotowe :) Nasączamy wacik i metodą przedziałkową przecieramy delikatnie skórę głowy. Proporcja to 4:1 (4 części wody na 1 część octu). Na początek można spróbować 4:1, jeśli będzie w porządku, zostawiamy. Ja miałam do czynienia z bardzo trudnym przypadkiem, o bardzo topornej skórze głowy, dlatego zastosowałam proporcję 2:1.
 Myślę, że raz w tygodniu lub gdy łupież powróci będzie optymalną dawką. Jeśli łupież ustąpi - odstawić. :)
Aktualnie ta metoda dobrze się sprawdziła na kilku osobach, na ten moment łupież mają z głowy (dosłownie) :D
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jeśli chcecie się podzielić efektami Akcji Wcierania, zapraszam do podsyłania zdjęć lub opisu efektów na maila --> asgaarddottir11@gmail.com :)

czwartek, 22 czerwca 2017

42. Czerwcowe nowości | Przeproteinowanie

Cześć!
Znów była długa przerwa, ale już nadrabiam! Bardzo się cieszę że akcja tak bardzo wam się podoba. Jeśli chcecie, zapraszam do wysyłania waszych efektów przed i po na mojego maila, lub linków do wpisu: asgaarddottir11@gmail.com , z przyjemnością umieszczę wasze efekty na blogu :)

Będąc na wyjeździe w Białymstoku,  spotkałam się z Hair venture. Na wyjazd zabrałam za dużo kosmetyków do twarzy oraz włosów (co nie było za dobrym pomysłem ;) ). Obowiązkowo: odlewkę szamponu Barwa pokrzywowa, glicerynę, odżywkę Petal Fresh, maskę Schfarzkopf esccence ultime złota, olej kokosowy oraz tonik różany evree jako podkład pod olej oraz obowiązkowo wcierkę Herba Vita.
Obowiązkowo był oczywiście włosing! Oliwa z oliwek oraz maseczka drożdżowa DIY na skalp. Oczywiście kiedy potrzebuję wyjść - musiało coś pójść nie tak i... nie mogłam domyć oleju ;) Koniec końców, skończyło się to potwornym przeproteinowaniem i przeemolientowaniem - podwójna tragedia. Włosy wyratowałam Ziają intima z szałwią lekarską oraz Kallosem Arganowym.

Na wyjazdach nie obejdzie się oczywiście bez odwiedzenia sklepów. Jestem zadowolona z kilku moich łupów, kolekcje znów się powiększają - na szczęście tylko w tych grupach, gdzie czegoś brakuje ;) 

Łupy nie tylko włosowe, ale też twarzowe (i stopowe ;) ). Humavit zacznę łykać od nowego miesiąca, do emulgowania oleju oczywiście kolejny Kallos. Jeśli chodzi o szampony - będę wykańczać resztki, które mi zostały. Biowaxa na tą chwilę odkładam na półkę.

A teraz coś dla czerwonowłosych: opowiem wam o KroMask!
Moim problemem jest to, że muszę rozjaśniać włosy, aby mi wyszła jakakolwiek czerwień. Po jakimś czasie, czerwień wypłukuje mi się do rudego, co nie zawsze mi pasuje, a odświeżać kolor co kilka tygodni średnio ma sens. W prezencie na urodziny (które miałam w grudniu a prezent dopiero odebrałam ;) ) od Pauliny dostałam KroMask - maskę koloryzującą. W salonie posiadamy takową, jednak w kolorze rudym. Napiszę dla niej oddzielny post, ale po krótce napiszę, że ratuje mnie z opresji, gdzie muszę wyglądać, a kolor jest nie zrobiony. Jest szybką alternatywą dla farby, daje piękny kolor, ale zobaczymy za parę tygodni, gdy ją konkretnie przetestuję z każdej strony. :)

To wszystko na dziś :)
Specjalne podziękowania dla Pauliny za mile spędzony wspólnie czas <3 

piątek, 9 czerwca 2017

41. Pierwsza akcja!

Witajcie!
Dziś mam dla was coś nowego. Postanowiłam zrobić swoją pierwszą akcję, aby się zmotywować do działania i nie zapomnieć przez zbliżające się wakacje o włosach! Cóż, może i nie o włosach - bo latem bardzo dbamy o to aby je zabezpieczyć przed czynnikami zewnętrznymi, ale często zapominamy o skalpie.
Przypomnij sobie swój cel - dłuższe włosy, gęstsze, zdrowy skalp, ograniczenie wypadania, cokolwiek! Moim celem jest do końca roku zapuścić 60 cm włosów. Aktualnie mam 55 - niby realne, ale będę musiała je skrócić o conajmniej 2-3 cm w tym roku. W dodatku z moimi leniwymi włosami, które nie chcą rosnąć bez przyspieszaczy, to cięższe zadanie. Przez miesiąc urosły mi tylko 0,5 cm, więc czas się wziąć za systematyczność :)

Zasady są proste. Wybieramy wcierkę, którą będziemy stosować codziennie przez 30 dni - raz lub dwa razy dziennie. Przed i po akcji należy zmierzyć długość włosów lub zrobić zdjęcie. Dlaczego tak często? Najbardziej włosy rosły mi gdy stosowałam Kaminomoto. Kaminomoto wcierałam 2 razy dziennie, co skutkowało podcinaniem grzywki 1-2 razy w tygodniu. Spróbuję zrobić to jeszcze raz aby zobaczyć efekty przy innej wcierce. Termin kiedy zaczniecie, to już wasza sprawa - aby było równe 30 dni!
Oprócz wcierek będę regularnie robić peeling skóry głowy. Jak wcierać, to wcierać ;) (1x w tygodniu)
Jeśli coś stosujesz już w tym momencie, nie musisz tego przerywać. Możesz stosować obie wcierki.

Ja wybrałam wcierkę Herba Vita z acerolą i biotyną (dostępna w napieknewlosy.pl ) , będę wcierać 1-2 x dziennie w miarę możliwości. Ustawiłam sobie powiadomienie na telefon rano i wieczorem, teraz pozostaje tylko działać! Aktualna długość - 55 cm. Liczę na 56-57 cm, zobaczymy co z tego wyniknie :)

środa, 7 czerwca 2017

40. Tipy: Jak wykorzystać puste opakowania po kosmetykach?



Cześć!
Od pewnego czasu rzadziej piszę – a to podróże, a to więcej pracy, więcej nauki i tak w nieskończoność. Wróciłam do domu, zrobiłam porządek na półkach z kosmetykami i… no właśnie. Znalazłam coś, co może dla was się przydać i tym o to chcę się z wami podzielić.
Czasem, gdy robi się harmider na półkach z produktami, chcemy je ułożyć, znajdujemy różne rzeczy. Często też są to puste opakowania. Zwykle ich nie wyrzucam, a odkładam do pudełka, bo najczęściej się przydają do innych rzeczy - mam taką naturę chomika :)  Dziś podam wam parę tipów, jak wykorzystać puste opakowania po produktach!



1.       Duże opakowania po maskach.
Jak wykorzystać opakowania po Kallosach lub innych litrowych maskach? Wbrew pozorom, bardzo się przydają.  Ja używam ich do przechowywania pędzli do makijażu, osobne mam też na szczotki do włosów! Ostatnio użyłam innego opakowania Kallosa do rozrobienia henny – sprawdził się świetnie.:)

2.       Małe opakowania po maskach
Pudełeczka po małych maskach czy odżywkach używam do po prostu przechowywania innych pierdoletów, takich jak np. biżuteria. Inne służą mi do przechowywania wsuwek czy gumek – dzięki temu ich nie gubię. :) Lubię też je wykorzystywać do przechowywania ziół. Bardzo nie lubię mieć porozrzucanych torebeczek po domu, z których bardzo łatwo się wysypują, wietrzeją. Wtedy wrzucam zioła (wraz z torebeczką) do opakowania, podpisuję i układam w danym miejscu.

3.       Małe opakowania po płynach, próbkach szamponów, itp.
Takie opakowania lubię najbardziej! Sprawdzają się w podróży. Przelewam do danego opakowania tyle szamponu, ile potrzebuję, czy też odżywki czy oleju. Fajne są również do wymiany. Jeśli chcemy wręczyć innej włosomaniaczce próbkę oleju, maski czy szamponu do testów, przelewamy i gotowe. 

4.       Opakowania z pompką, atomizerem, dozownikiem, pipetką, „dziurką”.
Wystarczy, że produkt wyślizgnie się z dłoni, wyląduje na podłodze i pompka już jest zepsuta. W tej sytuacji przelewamy produkt do innego i problem z głowy. Inną metodą będzie np. stworzenie mgiełki DIY. Takie opakowanie wtedy jest dla nas ratunkiem. Jeśli natomiast opakowanie wcierki nas wkurza, jest nieporęczne, wystarczy przelać do tego, które jest wygodniejsze.  Opakowanie z atomizerem przyda się też do zwilżania twarzy przy glinkach, czy też Opakowania z pompką są genialne przy olejach! :) O wiele lepiej jest nacisnąć pompkę niż wylewać na dłoń (i przy okazji przelać) i nałożyć za dużo oleju na włosy. Ostatnio wykańczam serum z Ava, posiada ono pipetkę. Taka pipetka będzie bardzo pomocna przy serach do włosów – o wiele łatwiej będzie wydzielić ilość jednej kropli. Jest też druga opcja przy serach do włosów. Mianowicie w buteleczkach po olejkach eterycznych jest charakterystyczny „dzióbek”, „dziurka”. Również może być bardzo pomocne przy wydzielaniu jednej kropli. 

5.       Opakowania po soli do kąpieli.
Dla mnie najlepsza opcja do rozcieńczania szamponu.  Duże, szybko się napełniają, poręczne, nic się nie wylewa bardziej niż powinno.

6.       Małe słoiczki, opakowania z nakrętką.
      Również bardzo są przydatne. Często służą do brania próbek kosmetyków w sklepach, od koleżanek, czy też do przechowywania takich bardzo drobiazgowych rzeczy (dla osób, które robią paznokcie bardzo będą pomocne). Wyratowały mnie też z sytuacji, gdy robiłam swój własny balsam do ust DIY. Są do tego stworzone. 

7.       Opakowania po podkładach w kremie.
Kiedyś kupiłam podkład w kremie z Ingrid. Był to fatalny pomysł ale… gdy się wykończył, dokleiłam do niego sitko, wsypałam skrobię i oto mam opakowanie na suchy szampon DIY! O wiele łatwiej się go aplikuje w tej wersji. Inną metodą na wykorzystanie słoiczków po podkładach jest zrobienie z niego…świecznika! U mnie się sprawdza. 

8.       Szklane opakowania
Te zachowuję najczęściej. W szklanych jest najlepiej przechowywać wcierki domowej roboty, czy maceraty.

 Taka moja natura - nic się nie zmarnuje. Jak wam się podoba? Wykorzystujecie opakowania?

niedziela, 28 maja 2017

39. Aktualizacja | Pierwsze wrażenia po hennie

Spokojnie, nie przestaję pisać :)
Miałam długą przerwę od pisania przez przeprowadzkę i chwilowy brak internetu. Na szczęście już po całym zamieszaniu, czas zdać sprawozdanie co się działo przez ponad miesiąc czasu! :)

Jeśli chodzi o akcję z anwen, to szło mi na początku całkiem dobrze! Byłam we wszystkim systematyczna aż do momentu przenoszenia rzeczy ;) Po tym moja systematyczność legła w gruzach. Postanowiłam to powtórzyć i wznawiam swoje działania.
Na początku maja również podcięłam końce o 2-3 cm.
Aktualnie ich długość to 54,5 cm - pomimo ścięcia są nadal dłuższe niż były, więc musiały sporo urosnąć.
Postanowiłam również przerzucić się na "lżejszą" pielęgnację. Zauważyłam, że rezygnacja z SLS, farb i innych ciężkich rzeczy służy moim włosom. Więc co to oznacza? Oznacza to, że będę myć włosy lekkimi szamponami, maski i odżywki będą najczęściej bezsilikonowe, silikony postaram się kłaść jak najrzadziej, rezygnuję również z farb, raz na jakiś czas zrobię tylko i wyłącznie odrost.
Więc co zamierzam? Przerzuciłam się na hennę :)
Pierwsze hennowanie jest już za mną. A oto i efekty :)



Mój kolor sprał się do rudo-blondu, zapuściłam również ładny odrost. Najgorzej się czuję właśnie w tym spranym kolorze, postanowiłam więc poeksperymentować. Dzięki grupie Henna na włosy, Miksologia znalazłam informacje o najbardziej czerwonych hennach i w jaki sposób powinnam to zrobić. Kupiłam więc 200g Banjaras i Mumtaz od jednego sprzedawcy, zaopatrzyłam się o wodę destylowaną, sok z jabłek i zabrałam się do roboty. Na początek stworzyłam kilka różnych próbek i miksów aby wiedzieć jak dana henna barwi. Zrobiłam test na wacikach, popatrzyłam na zdjęcia jak dane henny wychodzą. Najbardziej przemówiła do mnie Banjaras.
Na moje włosy poszło 120 g Banjaras i pół szklanki soku jabłkowego. Zalałam ciepłą wodą i wymieszałam do konsystencji pasty. Henna została przygotowana w plastikowym pojemniku po litrowym Kallosie (kolejny tip na te wielkie pudełka, więcej podam w następnym poście ;) ) i odstawiona na 4 godziny do kąpieli wodnej aby nie za bardzo traciła swojego ciepełka. Po 4 godzinach umyłam włosy miksem szamponów z SLS aby oczyścić dokładnie włosy z filmformerów - były już kilkudniowe, więc musiałam zapewnić im solidne oczyszczanie. Nałożyłam pasmo po paśmie hennę na całe włosy, zajęło mi to około 15 minut.
Zwykle henna wychodzi innym za rzadka - byłam na to na tyle wyczulona, że zrobiłam zbyt gęstą. Po tych 4 godzinach henna sama w sobie również zgęstniała (rada na przyszłość? Nie bać się wody :) ) Zebrałam włosy na czubku głowy, owinęłam folią, nałożyłam czapkę i położyłam się spać.
Po 10 godzinach zmyłam hennę, nałożyłam glutek lniany i owinęłam na 15 minut folią.  Następnie spłukałam siemię, i podsuszyłam lekko włosy.



Moje przemyślenia...
Na początku byłam bardzo zadowolona z tego, jak bardzo się błyszczą! Z drugiej strony bardzo bałam się przesuszu po tym i miałam rację. Moje włosy są bardzo sztywne z natury, henna sama z siebie dodała im jeszcze sztywności. Nie jestem przyzwyczajona do tego suszu, nie mogę się doczekać pierwszego mycia ;) Na kolejny raz dodam odżywki lub czegoś mocno nawilżającego do henny lub po hennie.
Kolejną rzeczą jest światło. Na słońcu kolor jet inny, w cieniu inny, na światło pokojowe inny. Zostałam kameleonem :)
Istotną rzeczą jest chelatowanie. Niestety mi się to nie udało - brak odpowiedniego szamponu i octu jabłkowego. Na kolejne hennowanie zadbam, aby ten punkt został zrealizowany.
Ostatecznie jestem ogromnie zadowolona z henny Banjaras, widocznie nie taki straszny diabeł jak go malują :) Nie mogę się doczekać kolejnego razu.
Specjalne podziękowania należą się Martynie z grupy za pomoc i porady oraz inspirację! :)

środa, 5 kwietnia 2017

38. Recenzje: Sadza Soap!

Przez niektórych długo wyczekiwana recenzja Szamponu Sadza Soap! Możecie go kupić tutaj: --> KLIK <--Zapraszam do zapoznania się z tym specyfikiem :)

  Bardzo sobie cenię kosmetyki naturalne, o krótkim, lecz dobrze skomponowanym składzie. Kto by pomyślał? Szampon z węglem? A jednak! Oprócz szamponu mamy też do wyboru peeling oraz żel. Do kupna nakłoniła mnie pozytywna reakcja Olka. Do szamponu podeszłam sceptycznie, no bo co może szampon z węglem czego nie robią inne szampony? Odpowiedź dostałam po 1 myciu, ale najpierw przeanalizujmy skład.

Skład jest krótki i bardzo prosty a przede wszystkim naturalny, co jest bardzo na plus, bo nie znoszę szamponów z kilometrową listą składników. 

INCI:
aqua, decyl glucoside, lauryl betainę, sodium chloride,xantham gum phenoxyethanol, aloe barbadensis( aloe vera), citric acid, benzoic acid, hydroacetic acid, activated charcoa 

Decyl glucoside-To łagodny, nietoksyczny i bardzo dobrze tolerowany przez skórę środek myjący. Otrzymuje się go z naturalnych surowców, w wyniku reakcji alkoholu tłuszczowego z oleju kokosowego z glukozą pozyskiwaną z kukurydzy.
Jest kompatybilny ze wszystkimi typami detergentów- zarówno gdy występuje w formulacji jako główny oraz jako drugi surfaktant. Stabilizator piany, skuteczny również w twardej wodzie. 


Lauryl Betaine-substancja łagodzi ewentualne drażniące działanie wywołane przez anionowe substancje powierzchniowo czynne na skórę. Wykazuje działanie antystatyczne na włosy,  zmiękcza i wygładza włosy. Ułatwia usuwanie zanieczyszczeń z powierzchni skóry i włosów, a także substancja myjąca - usuwa zanieczyszczenia z powierzchni włosów i skóry.

Sodium Chloride- Reguluje lepkość
Xanthan Gum- naturalny zagęszczacz 
Phenoxyethanol- substancja konserwująca
Aloe Barbadensis- Aloes,więc wiadomo :)
Citric Acid- czyli kwasek cytrynowy, działa złuszczająco, usuwa przebarwienia i rozjaśnia skórę
Benzoic acid- konserwant
Hydroacetic Acid- ?
Activated Charcoa- węgiel aktywny


Szampon wygląda tak, pieni się na szaro. Podczas spłukiwania, na początku się nabrałam że mam tak brudne włosy ;) Szampon nie barwi, można go używać na spokojnie, jest bezpieczny dla każdego koloru włosów :)

Moje wrażenia...
Pierwszy szampon bez SLS, SLES który tak dokładnie oczyścił moje włosy. Przywykłam do mycia dwa razy, jednak z tym szamponem zdecydowanie raz wystarczy, chyba że potrzebujemy bardzo bardzo mocnego oczyszczania, typu Naked Hair Challange :)
Sadza soap ma bardzo unikalny design, więc po niego sięgną nie tylko kobiety ale i mężczyźni. Często spotykamy się z sytuacją "Ten szampon jest dla bab" - "prawdziwy" samiec alfa z takiego nie korzysta. Sadza Soap jak najbardziej na TAK. :) Jedna butelka starczyła mi na 1,5 miesiąca, dałam też kilka razy skorzystać z niego koleżance noi nadal go mam na denku. Jest bardzo wydajny:)

Skład tego kosmetyku jest jak najbardziej w porządku. Podpasuje też dla alergików, osób o wrażliwym skalpie (ze skłonnością do zapychania, czyli takich jak ja :) ), oraz wegan. 
No właśnie. Jeśli chodzi o sprawę zapychania: mój skalp ma pod tym względem bardzo dużo do życzenia, zapycha mnie większość kosmetyków. Z tym szamponem nie miałam takich niespodzianek i za to również go uwielbiam! Nie mamy tutaj PEGów, parabenów, ani mocnych detergentów. 
Szampon jest wart swojej ceny, na pewno będę go miała jeszcze nie raz na półce :)

A teraz coś dla was kochani! Tutaj kod rabatowy na ten szampon w sklepie http://napieknewlosy.pl/ !
Kod jest ważny przez 2 tygodnie. Korzystajcie! :)

czwartek, 30 marca 2017

37. Wspólna akcja z Anwen! | Aktualizacja włosowa

Hej!
W końcu załapałam się na jakąś wspólną akcję. Bardzo często się "spóźniam" z takimi rzeczami. Tym razem się udało. Zapraszam też i was do udziału.  ---> Akcja z Anwen


Plan pielęgnacji na kwiecień:
1. Szampon: Ancient Herbal Shampoo
2.Maska: KMS California Tame Frizz
3.Olej: Khadi Ayurvadic
4. Wcierka: Vitapil
5. Do emulgowania oleju: Kallos Algae
6. Wewnętrznie: Suplementacja Vitapil, Herbatka na porost
7. Inne: Sproszkowane zioła amli i neem
8. Postaram się robić płukanki!


W tym miesiącu chciałabym postawić bardzo na porost oraz maksymalne ograniczenie wypadania - wiadomo, wiosna. Aktualnie długość moich włosów wynosi 53cm, więc w końcu coś urosło :)
Co do ziół, jeszcze nie wiem jak będę je stosować, mam kilka pomysłów. Z Vitapilu jestem średnio zadowolona - co prawda na razie włosy nie lecą mi jakoś masakrycznie, uważam, że mieści się to w granicach normy, jednak postanowiłam dorzucić parę nowych rzeczy.
Z płukankami bardzo się rozleniwiłam. Postaram się to nadrobić.

Zaczynamy! :)