sobota, 24 czerwca 2017

43. Domowy, skuteczny sposób na łupież :)

Dosyć często słyszę pytania odnośnie łupieżu - to nie pomaga, tamto też nie, lekarze zawiedli. Szczerze wam powiem, że nigdy nie miałam tego problemu - chyba że bardzo, bardzo delikatny, czego łupieżem w sumie bym nie nazwała. Natomiast znam osobę, u której łupieżu zniszczyć się nie dało. Nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała czegoś z tym zrobić. Opiszę teraz kilka czynników, które mogą mieć na to wpływ :)

1. Szampon. 
Albo niekoniecznie dobrze dobrany - coś w składzie nieodpowiada dla skóry głowy, lub częstsza przyczyna - częste zmiany szamponu. Czasem skóra głowy źle reaguje na to, gdy co tydzień zmieniamy szampon. Skóra głowy czasem przyzwyczaja się do jednego (np. bardzo popularny H&S od którego później ciężko uciec) i na zmianę reaguje właśnie łupieżem.

2. Choroby skórne.
Zaniedbanie higieny to częsta przyczyna, przetrzymywanie skóry głowy nawet do 5-7 dni jest niezbyt dobrym pomysłem. Często spotykam się z postawą "aby jak najrzadziej myć włosy bo to niszczy", co skutkuje właśnie łupieżem. BZDURA! Najlepiej myć wtedy, gdy jest taka potrzeba - nie przetrzymujmy na siłę. Jednak według mnie jest dobrze myć co 2-3 dni. Takie przetrzymywanie kończy się różnymi chorobami skóry głowy, noi wtedy pozostaje tylko nam dobry dermatolog.

3. Nieodpowiednia wcierka.
Bywają i takie, które wywołują łupież. Nie u każdego, a u niektórych. Zmiana wcierki lub zaprzestanie na jakiś czas powinno pomóc.

4. Zbyt słabo spłukany szampon.
To jest bardzo ciekawe! Niejednokrotnie to jest problemem. Myjemy włosy, spłukujemy bardzo krótko, a produkt zostaje częściowo na skórze głowy. Podrapiemy się po głowie, a tu śnieg. I nie wiadomo skąd. Spłukujmy dokładniej!

Czynników jest o wiele więcej, opisałam krótko te najczęstsze. Sprawdziłam pewną możliwość na osobie, która bardzo długo boryka się z tym problemem. Przepis jest bardzo prosty oraz szybki :)

Potrzebne nam będzie:
-przegotowana, letnia woda
-ocet jabłkowy
-wacik
-pojemniczek

Przegotowaną wodę (np 100 ml) wlewamy do pojemniczka. Dobrze by było, aby była letnia. Dolewamy 25 ml octu jabłkowego, mieszamy i gotowe :) Nasączamy wacik i metodą przedziałkową przecieramy delikatnie skórę głowy. Proporcja to 4:1 (4 części wody na 1 część octu). Na początek można spróbować 4:1, jeśli będzie w porządku, zostawiamy. Ja miałam do czynienia z bardzo trudnym przypadkiem, o bardzo topornej skórze głowy, dlatego zastosowałam proporcję 2:1.
 Myślę, że raz w tygodniu lub gdy łupież powróci będzie optymalną dawką. Jeśli łupież ustąpi - odstawić. :)
Aktualnie ta metoda dobrze się sprawdziła na kilku osobach, na ten moment łupież mają z głowy (dosłownie) :D
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jeśli chcecie się podzielić efektami Akcji Wcierania, zapraszam do podsyłania zdjęć lub opisu efektów na maila --> asgaarddottir11@gmail.com :)

czwartek, 22 czerwca 2017

42. Czerwcowe nowości | Przeproteinowanie

Cześć!
Znów była długa przerwa, ale już nadrabiam! Bardzo się cieszę że akcja tak bardzo wam się podoba. Jeśli chcecie, zapraszam do wysyłania waszych efektów przed i po na mojego maila, lub linków do wpisu: asgaarddottir11@gmail.com , z przyjemnością umieszczę wasze efekty na blogu :)

Będąc na wyjeździe w Białymstoku,  spotkałam się z Hair venture. Na wyjazd zabrałam za dużo kosmetyków do twarzy oraz włosów (co nie było za dobrym pomysłem ;) ). Obowiązkowo: odlewkę szamponu Barwa pokrzywowa, glicerynę, odżywkę Petal Fresh, maskę Schfarzkopf esccence ultime złota, olej kokosowy oraz tonik różany evree jako podkład pod olej oraz obowiązkowo wcierkę Herba Vita.
Obowiązkowo był oczywiście włosing! Oliwa z oliwek oraz maseczka drożdżowa DIY na skalp. Oczywiście kiedy potrzebuję wyjść - musiało coś pójść nie tak i... nie mogłam domyć oleju ;) Koniec końców, skończyło się to potwornym przeproteinowaniem i przeemolientowaniem - podwójna tragedia. Włosy wyratowałam Ziają intima z szałwią lekarską oraz Kallosem Arganowym.

Na wyjazdach nie obejdzie się oczywiście bez odwiedzenia sklepów. Jestem zadowolona z kilku moich łupów, kolekcje znów się powiększają - na szczęście tylko w tych grupach, gdzie czegoś brakuje ;) 

Łupy nie tylko włosowe, ale też twarzowe (i stopowe ;) ). Humavit zacznę łykać od nowego miesiąca, do emulgowania oleju oczywiście kolejny Kallos. Jeśli chodzi o szampony - będę wykańczać resztki, które mi zostały. Biowaxa na tą chwilę odkładam na półkę.

A teraz coś dla czerwonowłosych: opowiem wam o KroMask!
Moim problemem jest to, że muszę rozjaśniać włosy, aby mi wyszła jakakolwiek czerwień. Po jakimś czasie, czerwień wypłukuje mi się do rudego, co nie zawsze mi pasuje, a odświeżać kolor co kilka tygodni średnio ma sens. W prezencie na urodziny (które miałam w grudniu a prezent dopiero odebrałam ;) ) od Pauliny dostałam KroMask - maskę koloryzującą. W salonie posiadamy takową, jednak w kolorze rudym. Napiszę dla niej oddzielny post, ale po krótce napiszę, że ratuje mnie z opresji, gdzie muszę wyglądać, a kolor jest nie zrobiony. Jest szybką alternatywą dla farby, daje piękny kolor, ale zobaczymy za parę tygodni, gdy ją konkretnie przetestuję z każdej strony. :)

To wszystko na dziś :)
Specjalne podziękowania dla Pauliny za mile spędzony wspólnie czas <3 

piątek, 9 czerwca 2017

41. Pierwsza akcja!

Witajcie!
Dziś mam dla was coś nowego. Postanowiłam zrobić swoją pierwszą akcję, aby się zmotywować do działania i nie zapomnieć przez zbliżające się wakacje o włosach! Cóż, może i nie o włosach - bo latem bardzo dbamy o to aby je zabezpieczyć przed czynnikami zewnętrznymi, ale często zapominamy o skalpie.
Przypomnij sobie swój cel - dłuższe włosy, gęstsze, zdrowy skalp, ograniczenie wypadania, cokolwiek! Moim celem jest do końca roku zapuścić 60 cm włosów. Aktualnie mam 55 - niby realne, ale będę musiała je skrócić o conajmniej 2-3 cm w tym roku. W dodatku z moimi leniwymi włosami, które nie chcą rosnąć bez przyspieszaczy, to cięższe zadanie. Przez miesiąc urosły mi tylko 0,5 cm, więc czas się wziąć za systematyczność :)

Zasady są proste. Wybieramy wcierkę, którą będziemy stosować codziennie przez 30 dni - raz lub dwa razy dziennie. Przed i po akcji należy zmierzyć długość włosów lub zrobić zdjęcie. Dlaczego tak często? Najbardziej włosy rosły mi gdy stosowałam Kaminomoto. Kaminomoto wcierałam 2 razy dziennie, co skutkowało podcinaniem grzywki 1-2 razy w tygodniu. Spróbuję zrobić to jeszcze raz aby zobaczyć efekty przy innej wcierce. Termin kiedy zaczniecie, to już wasza sprawa - aby było równe 30 dni!
Oprócz wcierek będę regularnie robić peeling skóry głowy. Jak wcierać, to wcierać ;) (1x w tygodniu)
Jeśli coś stosujesz już w tym momencie, nie musisz tego przerywać. Możesz stosować obie wcierki.

Ja wybrałam wcierkę Herba Vita z acerolą i biotyną (dostępna w napieknewlosy.pl ) , będę wcierać 1-2 x dziennie w miarę możliwości. Ustawiłam sobie powiadomienie na telefon rano i wieczorem, teraz pozostaje tylko działać! Aktualna długość - 55 cm. Liczę na 56-57 cm, zobaczymy co z tego wyniknie :)

środa, 7 czerwca 2017

40. Tipy: Jak wykorzystać puste opakowania po kosmetykach?



Cześć!
Od pewnego czasu rzadziej piszę – a to podróże, a to więcej pracy, więcej nauki i tak w nieskończoność. Wróciłam do domu, zrobiłam porządek na półkach z kosmetykami i… no właśnie. Znalazłam coś, co może dla was się przydać i tym o to chcę się z wami podzielić.
Czasem, gdy robi się harmider na półkach z produktami, chcemy je ułożyć, znajdujemy różne rzeczy. Często też są to puste opakowania. Zwykle ich nie wyrzucam, a odkładam do pudełka, bo najczęściej się przydają do innych rzeczy - mam taką naturę chomika :)  Dziś podam wam parę tipów, jak wykorzystać puste opakowania po produktach!



1.       Duże opakowania po maskach.
Jak wykorzystać opakowania po Kallosach lub innych litrowych maskach? Wbrew pozorom, bardzo się przydają.  Ja używam ich do przechowywania pędzli do makijażu, osobne mam też na szczotki do włosów! Ostatnio użyłam innego opakowania Kallosa do rozrobienia henny – sprawdził się świetnie.:)

2.       Małe opakowania po maskach
Pudełeczka po małych maskach czy odżywkach używam do po prostu przechowywania innych pierdoletów, takich jak np. biżuteria. Inne służą mi do przechowywania wsuwek czy gumek – dzięki temu ich nie gubię. :) Lubię też je wykorzystywać do przechowywania ziół. Bardzo nie lubię mieć porozrzucanych torebeczek po domu, z których bardzo łatwo się wysypują, wietrzeją. Wtedy wrzucam zioła (wraz z torebeczką) do opakowania, podpisuję i układam w danym miejscu.

3.       Małe opakowania po płynach, próbkach szamponów, itp.
Takie opakowania lubię najbardziej! Sprawdzają się w podróży. Przelewam do danego opakowania tyle szamponu, ile potrzebuję, czy też odżywki czy oleju. Fajne są również do wymiany. Jeśli chcemy wręczyć innej włosomaniaczce próbkę oleju, maski czy szamponu do testów, przelewamy i gotowe. 

4.       Opakowania z pompką, atomizerem, dozownikiem, pipetką, „dziurką”.
Wystarczy, że produkt wyślizgnie się z dłoni, wyląduje na podłodze i pompka już jest zepsuta. W tej sytuacji przelewamy produkt do innego i problem z głowy. Inną metodą będzie np. stworzenie mgiełki DIY. Takie opakowanie wtedy jest dla nas ratunkiem. Jeśli natomiast opakowanie wcierki nas wkurza, jest nieporęczne, wystarczy przelać do tego, które jest wygodniejsze.  Opakowanie z atomizerem przyda się też do zwilżania twarzy przy glinkach, czy też Opakowania z pompką są genialne przy olejach! :) O wiele lepiej jest nacisnąć pompkę niż wylewać na dłoń (i przy okazji przelać) i nałożyć za dużo oleju na włosy. Ostatnio wykańczam serum z Ava, posiada ono pipetkę. Taka pipetka będzie bardzo pomocna przy serach do włosów – o wiele łatwiej będzie wydzielić ilość jednej kropli. Jest też druga opcja przy serach do włosów. Mianowicie w buteleczkach po olejkach eterycznych jest charakterystyczny „dzióbek”, „dziurka”. Również może być bardzo pomocne przy wydzielaniu jednej kropli. 

5.       Opakowania po soli do kąpieli.
Dla mnie najlepsza opcja do rozcieńczania szamponu.  Duże, szybko się napełniają, poręczne, nic się nie wylewa bardziej niż powinno.

6.       Małe słoiczki, opakowania z nakrętką.
      Również bardzo są przydatne. Często służą do brania próbek kosmetyków w sklepach, od koleżanek, czy też do przechowywania takich bardzo drobiazgowych rzeczy (dla osób, które robią paznokcie bardzo będą pomocne). Wyratowały mnie też z sytuacji, gdy robiłam swój własny balsam do ust DIY. Są do tego stworzone. 

7.       Opakowania po podkładach w kremie.
Kiedyś kupiłam podkład w kremie z Ingrid. Był to fatalny pomysł ale… gdy się wykończył, dokleiłam do niego sitko, wsypałam skrobię i oto mam opakowanie na suchy szampon DIY! O wiele łatwiej się go aplikuje w tej wersji. Inną metodą na wykorzystanie słoiczków po podkładach jest zrobienie z niego…świecznika! U mnie się sprawdza. 

8.       Szklane opakowania
Te zachowuję najczęściej. W szklanych jest najlepiej przechowywać wcierki domowej roboty, czy maceraty.

 Taka moja natura - nic się nie zmarnuje. Jak wam się podoba? Wykorzystujecie opakowania?

niedziela, 28 maja 2017

39. Aktualizacja | Pierwsze wrażenia po hennie

Spokojnie, nie przestaję pisać :)
Miałam długą przerwę od pisania przez przeprowadzkę i chwilowy brak internetu. Na szczęście już po całym zamieszaniu, czas zdać sprawozdanie co się działo przez ponad miesiąc czasu! :)

Jeśli chodzi o akcję z anwen, to szło mi na początku całkiem dobrze! Byłam we wszystkim systematyczna aż do momentu przenoszenia rzeczy ;) Po tym moja systematyczność legła w gruzach. Postanowiłam to powtórzyć i wznawiam swoje działania.
Na początku maja również podcięłam końce o 2-3 cm.
Aktualnie ich długość to 54,5 cm - pomimo ścięcia są nadal dłuższe niż były, więc musiały sporo urosnąć.
Postanowiłam również przerzucić się na "lżejszą" pielęgnację. Zauważyłam, że rezygnacja z SLS, farb i innych ciężkich rzeczy służy moim włosom. Więc co to oznacza? Oznacza to, że będę myć włosy lekkimi szamponami, maski i odżywki będą najczęściej bezsilikonowe, silikony postaram się kłaść jak najrzadziej, rezygnuję również z farb, raz na jakiś czas zrobię tylko i wyłącznie odrost.
Więc co zamierzam? Przerzuciłam się na hennę :)
Pierwsze hennowanie jest już za mną. A oto i efekty :)



Mój kolor sprał się do rudo-blondu, zapuściłam również ładny odrost. Najgorzej się czuję właśnie w tym spranym kolorze, postanowiłam więc poeksperymentować. Dzięki grupie Henna na włosy, Miksologia znalazłam informacje o najbardziej czerwonych hennach i w jaki sposób powinnam to zrobić. Kupiłam więc 200g Banjaras i Mumtaz od jednego sprzedawcy, zaopatrzyłam się o wodę destylowaną, sok z jabłek i zabrałam się do roboty. Na początek stworzyłam kilka różnych próbek i miksów aby wiedzieć jak dana henna barwi. Zrobiłam test na wacikach, popatrzyłam na zdjęcia jak dane henny wychodzą. Najbardziej przemówiła do mnie Banjaras.
Na moje włosy poszło 120 g Banjaras i pół szklanki soku jabłkowego. Zalałam ciepłą wodą i wymieszałam do konsystencji pasty. Henna została przygotowana w plastikowym pojemniku po litrowym Kallosie (kolejny tip na te wielkie pudełka, więcej podam w następnym poście ;) ) i odstawiona na 4 godziny do kąpieli wodnej aby nie za bardzo traciła swojego ciepełka. Po 4 godzinach umyłam włosy miksem szamponów z SLS aby oczyścić dokładnie włosy z filmformerów - były już kilkudniowe, więc musiałam zapewnić im solidne oczyszczanie. Nałożyłam pasmo po paśmie hennę na całe włosy, zajęło mi to około 15 minut.
Zwykle henna wychodzi innym za rzadka - byłam na to na tyle wyczulona, że zrobiłam zbyt gęstą. Po tych 4 godzinach henna sama w sobie również zgęstniała (rada na przyszłość? Nie bać się wody :) ) Zebrałam włosy na czubku głowy, owinęłam folią, nałożyłam czapkę i położyłam się spać.
Po 10 godzinach zmyłam hennę, nałożyłam glutek lniany i owinęłam na 15 minut folią.  Następnie spłukałam siemię, i podsuszyłam lekko włosy.



Moje przemyślenia...
Na początku byłam bardzo zadowolona z tego, jak bardzo się błyszczą! Z drugiej strony bardzo bałam się przesuszu po tym i miałam rację. Moje włosy są bardzo sztywne z natury, henna sama z siebie dodała im jeszcze sztywności. Nie jestem przyzwyczajona do tego suszu, nie mogę się doczekać pierwszego mycia ;) Na kolejny raz dodam odżywki lub czegoś mocno nawilżającego do henny lub po hennie.
Kolejną rzeczą jest światło. Na słońcu kolor jet inny, w cieniu inny, na światło pokojowe inny. Zostałam kameleonem :)
Istotną rzeczą jest chelatowanie. Niestety mi się to nie udało - brak odpowiedniego szamponu i octu jabłkowego. Na kolejne hennowanie zadbam, aby ten punkt został zrealizowany.
Ostatecznie jestem ogromnie zadowolona z henny Banjaras, widocznie nie taki straszny diabeł jak go malują :) Nie mogę się doczekać kolejnego razu.
Specjalne podziękowania należą się Martynie z grupy za pomoc i porady oraz inspirację! :)

środa, 5 kwietnia 2017

38. Recenzje: Sadza Soap!

Przez niektórych długo wyczekiwana recenzja Szamponu Sadza Soap! Możecie go kupić tutaj: --> KLIK <--Zapraszam do zapoznania się z tym specyfikiem :)

  Bardzo sobie cenię kosmetyki naturalne, o krótkim, lecz dobrze skomponowanym składzie. Kto by pomyślał? Szampon z węglem? A jednak! Oprócz szamponu mamy też do wyboru peeling oraz żel. Do kupna nakłoniła mnie pozytywna reakcja Olka. Do szamponu podeszłam sceptycznie, no bo co może szampon z węglem czego nie robią inne szampony? Odpowiedź dostałam po 1 myciu, ale najpierw przeanalizujmy skład.

Skład jest krótki i bardzo prosty a przede wszystkim naturalny, co jest bardzo na plus, bo nie znoszę szamponów z kilometrową listą składników. 

INCI:
aqua, decyl glucoside, lauryl betainę, sodium chloride,xantham gum phenoxyethanol, aloe barbadensis( aloe vera), citric acid, benzoic acid, hydroacetic acid, activated charcoa 

Decyl glucoside-To łagodny, nietoksyczny i bardzo dobrze tolerowany przez skórę środek myjący. Otrzymuje się go z naturalnych surowców, w wyniku reakcji alkoholu tłuszczowego z oleju kokosowego z glukozą pozyskiwaną z kukurydzy.
Jest kompatybilny ze wszystkimi typami detergentów- zarówno gdy występuje w formulacji jako główny oraz jako drugi surfaktant. Stabilizator piany, skuteczny również w twardej wodzie. 


Lauryl Betaine-substancja łagodzi ewentualne drażniące działanie wywołane przez anionowe substancje powierzchniowo czynne na skórę. Wykazuje działanie antystatyczne na włosy,  zmiękcza i wygładza włosy. Ułatwia usuwanie zanieczyszczeń z powierzchni skóry i włosów, a także substancja myjąca - usuwa zanieczyszczenia z powierzchni włosów i skóry.

Sodium Chloride- Reguluje lepkość
Xanthan Gum- naturalny zagęszczacz 
Phenoxyethanol- substancja konserwująca
Aloe Barbadensis- Aloes,więc wiadomo :)
Citric Acid- czyli kwasek cytrynowy, działa złuszczająco, usuwa przebarwienia i rozjaśnia skórę
Benzoic acid- konserwant
Hydroacetic Acid- ?
Activated Charcoa- węgiel aktywny


Szampon wygląda tak, pieni się na szaro. Podczas spłukiwania, na początku się nabrałam że mam tak brudne włosy ;) Szampon nie barwi, można go używać na spokojnie, jest bezpieczny dla każdego koloru włosów :)

Moje wrażenia...
Pierwszy szampon bez SLS, SLES który tak dokładnie oczyścił moje włosy. Przywykłam do mycia dwa razy, jednak z tym szamponem zdecydowanie raz wystarczy, chyba że potrzebujemy bardzo bardzo mocnego oczyszczania, typu Naked Hair Challange :)
Sadza soap ma bardzo unikalny design, więc po niego sięgną nie tylko kobiety ale i mężczyźni. Często spotykamy się z sytuacją "Ten szampon jest dla bab" - "prawdziwy" samiec alfa z takiego nie korzysta. Sadza Soap jak najbardziej na TAK. :) Jedna butelka starczyła mi na 1,5 miesiąca, dałam też kilka razy skorzystać z niego koleżance noi nadal go mam na denku. Jest bardzo wydajny:)

Skład tego kosmetyku jest jak najbardziej w porządku. Podpasuje też dla alergików, osób o wrażliwym skalpie (ze skłonnością do zapychania, czyli takich jak ja :) ), oraz wegan. 
No właśnie. Jeśli chodzi o sprawę zapychania: mój skalp ma pod tym względem bardzo dużo do życzenia, zapycha mnie większość kosmetyków. Z tym szamponem nie miałam takich niespodzianek i za to również go uwielbiam! Nie mamy tutaj PEGów, parabenów, ani mocnych detergentów. 
Szampon jest wart swojej ceny, na pewno będę go miała jeszcze nie raz na półce :)

A teraz coś dla was kochani! Tutaj kod rabatowy na ten szampon w sklepie http://napieknewlosy.pl/ !
Kod jest ważny przez 2 tygodnie. Korzystajcie! :)

czwartek, 30 marca 2017

37. Wspólna akcja z Anwen! | Aktualizacja włosowa

Hej!
W końcu załapałam się na jakąś wspólną akcję. Bardzo często się "spóźniam" z takimi rzeczami. Tym razem się udało. Zapraszam też i was do udziału.  ---> Akcja z Anwen


Plan pielęgnacji na kwiecień:
1. Szampon: Ancient Herbal Shampoo
2.Maska: KMS California Tame Frizz
3.Olej: Khadi Ayurvadic
4. Wcierka: Vitapil
5. Do emulgowania oleju: Kallos Algae
6. Wewnętrznie: Suplementacja Vitapil, Herbatka na porost
7. Inne: Sproszkowane zioła amli i neem
8. Postaram się robić płukanki!


W tym miesiącu chciałabym postawić bardzo na porost oraz maksymalne ograniczenie wypadania - wiadomo, wiosna. Aktualnie długość moich włosów wynosi 53cm, więc w końcu coś urosło :)
Co do ziół, jeszcze nie wiem jak będę je stosować, mam kilka pomysłów. Z Vitapilu jestem średnio zadowolona - co prawda na razie włosy nie lecą mi jakoś masakrycznie, uważam, że mieści się to w granicach normy, jednak postanowiłam dorzucić parę nowych rzeczy.
Z płukankami bardzo się rozleniwiłam. Postaram się to nadrobić.

Zaczynamy! :)

niedziela, 26 marca 2017

36. Czas na wiosnę | Marcowe nowości

Miało być dziś trochę offtopu, jednak sprawy obrały takiego obrotu, że chcąc lub nie - o włosach być musi :) Marzec dobiega końca, a ja stwierdziłam, że muszę napisać choć jeden post przed nowym miesiącem. Pogoda była dziś tak piękna, że nie mogłam bezczynnie spędzić tego dnia.
Oprócz tego, że dziś zakręcono w całym bloku ciepłą wodę (a ja miałam naolejowane włosy na noc ;) ), co spowodowało u mnie dużo refleksji - od wpływu wody na włosy, stopień twardości, po zużywanie wody, czy też oszczędność na niej; cały dzień przebiegł już bez niespodzianek, według planu.
Postanowiłam posadzić zioła! Już kilka razy się do tego przybierałam, jednak albo się spóźniałam, albo wypadało z głowy, albo brak czasu mnie przeganiał. W tym roku się udało - na tę chwilę mam już zasianą miętę, melisę, lawendę i bazylię. Sądzę, że nie pozostanę na tym, bo mam jeszcze jedną wolną skrzynkę i 1,5 worka ziemi :) Nie chciałam kombinować z osłonami, więc po prostu posiałam rośliny w skrzynkach. Do "Zimnej Zośki" zostaną w nich w domu, a już po niej wysadzę roślinki w ogrodzie. :) Mam już posadzoną miętę, oregano oraz piołun na działce oraz dużo owocowych krzewów i drzew - z roku na rok coraz więcej. Powoli zaczynają odrastać :)

Cofnę się trochę w czasie. W dzień kobiet oraz przeddzień w Rossmannie była ogromna promocja - 1+1 gratis - dotyczyło się to perfum, produktów do kąpieli, czy też...kosmetyków do włosów ;)
Miałam wpaść do Rossmanna po prostu po Alterrę, ale kiedy wpadło mi w uszy że jest promocja i na co - postanowiłam to sprawdzić. Wyszłam z kosmetykiem gratisowym. Szok, niedowierzanie... Poszłam do drugiego Rossmanna, ponieważ jeden już prawie świecił pustkami na pułkach. W drugim było nieco lepiej. Stałam przed tymi pułkami ponad godzinę, przy okazji rozmawiając i pomagając w wyborze innym. Bardzo lubię nawiązywać spontanicznie nowe kontakty - pomaganie sprawiało mi dużą przyjemność, zwłaszcza, kiedy słyszałam "I gdzie ja Panią potem znajdę?". Postanowiłam sprawdzić coś, czego wcześniej nawet nie było na mojej liście. Zresztą - obiecałam sobie nie kupować dopóki nie zużyję conajmniej połowy tego, co mam, ale kto by kobiecie wierzył?
Wyszłam z 2 szamponami i 2 odżywkami Petal Fresh, serum łopianowym Elfa Pharm i Kofeinową Alterrą. Mam nadzieję, że za rok również będzie ta promocja ;)

Kilka dni temu odbył się 33 Festiwal Zdrowia i Niezwykłości. Nie mogłam się doczekać tego wydarzenia - nawet nie byłam pewna niczego, było tak mało informacji. Byłam nastawiona na książki, kamienie, kadzidełka czy zioła. Jednak nie brakowało tam atrakcji. Nie spodziewałam się, że znajdę też tam oczywiście - artykuły do włosów! Babuszka Agafii, Vianek, Etja, Natura Siberica i wiele innych.
Cała gama możliwości: kamienie, kadzidła, zioła, herbaty, miody, nalewki, dżemy,  biżuteria, poduszki, figurki, ubrania, mydła, książki, piwa, dosłownie wszystko!
Nie zabrakło też oczywiście...Białegostoku! Wydawnictwo Studio Astropsychologii posiada książki z zakresu parapsychologii, medycyny naturalnej, psychologii, rozwoju duchowego czy ezoteryki. Według mnie - jedno z najlepszych wydawnictw. Koniecznie zajrzyjcie tam!

 Jeśli wspominamy już o książkach, bardzo dobrym wydawnictwem jest również a-ajurweda. Gdy zobaczyłam te książki, od razu musiałam podejść. Obok książek były specyfiki stosowane w ajurwedzie. Od olejów, Chyawanprash, po herbatki, kadzidła, zioła, czy szampony. Jako, że lubię bardzo żywotne dyskusje, Jarek wdał się ze mną w rozmowę. Opowiedział mi trochę o swoich herbatkach oraz Indiach czy też anegdotę o Chyawanprash. Po żywotnej wymianie zdań, postanowiłam przetestować jego produkty.


Jak już wspominałam wcześniej - chciałabym wdrożyć na pewien czas pielęgnację ajurwedyjską, powoli będę miała ku temu możliwości. Na zdjęciu stoisko Jarka: 1 kg chyawanprash i 8 rodzajów tego dżemu w 300g, oraz suszone owoce amalaki. Obok duży słoik oleju kokosowego - oczywiście nierafinowane oraz szampony z neem.


Od Jarka wyszłam z niezwykłymi kadzidłami - sandał z szafranem i pewna mieszanka. Oprócz tego będę testować herbatkę na wzrost włosów, szampon z ziołami ajurwedyskimi oraz zioła w proszku: neem i amla. Co z tego wyniknie? Zobaczymy! :)


Kiedy jeszcze mieszkałam na Podlasiu, na ból głowy nauczyłam się zastępować tabletki przeciwbólowe maścią. Nie byle jaką maścią. Tam popularnie nazywana "Kotkiem", maść tygrysia bije wszelkie leki na ból głowy. Jest bardzo tania, starcza na bardzo długo i potrzeba jej niewiele. Jako że tutaj ciężko taką znaleźć, bardzo się zdziwiłam kiedy je zobaczyłam.Są tyci, wielkości złotówki, może trochę większe a jej działanie jest zbawienne. Polecam wypróbować każdemu :)
Cóż, liczyłam na trochę inne rzeczy, jednak w pamięci bardzo dobrze zakodowałam, że kiedyś muszę przetestować kilka sławnych olejów. Nie umknęły mojej uwadze olejek z drzewa herbacianego - chciałabym go zacząć dodawać na przykład do szamponu, sławny ostatnio olej konopny, który trafiłam na promocji oraz olej łopianowy Nami. Ostatnią rzeczą jest biała glinka - jestem ogromnie ciekawa jej działania.

Od dłuższego czasu czekałam na otwarcie Hebe w mojej okolicy. Uwielbiam tę drogerię, odwiedzałam ją bardzo często gdy mieszkałam w Białymstoku. Po przeprowadzkach już mniej, karta leżała nieużywana. Byłam przeszczęśliwa kiedy się dowiedziałam o otwarciu nowej w pobliżu.  Promocje skusiły mnie do kupna maski oraz maseczki na twarz :) Noi musiałam wyrobić nową kartę.
  
 Mam nadzieję, że więcej kosmetyków nie znajdzie się na mojej półce - nie ma już na niej miejsca :) Czasem nie mogę uwierzyć ile tego mi się zbiera. Trzymajcie za mnie kciuki.
Wkrótce pojawi się post z aktualizacją a później uzupełnię zalegające recenzje.

niedziela, 12 marca 2017

35: Moje top 5 olejów do włosów. Sposoby olejowania.

Oprócz odnalezienia ulubionych olejów do włosów, musiałam odnaleźć idealną metodę dla siebie. Oczywiście stan moich włosów powoli się zmieniał – raz na lepsze, raz na gorsze, w zależności od tego, co z nimi robiłam. Zacznę od opisania metod jakie stosowałam, a następnie olejów i jaki efekt uzyskałam.


Metody:
  1. Na sucho.
-Czyli najpopularniejsza. Używałam jej gdy miałam rozjaśnione włosy i nie do końca radziłam sobie z olejowaniem. Nie koniecznie wiedziałam na czym to polega, ale tak było mi najłatwiej. Nakładając pasmo po paśmie łatwiej było mi zobaczyć gdzie olej jest już nałożony, oraz robiłam to najdokładniej jak tylko się dało. Efekty zobaczyłam dopiero po około miesiącu-dwóch regularnego olejowania 2 razy w tygodniu.
  1. Na mokro.
-Tej metody używam najczęściej i jak dla mnie jest najbardziej efektywna. Metoda na mokro czyli dla mnie jest to po prostu bardzo dokładne zmoczenie włosów ciepłą wodą i odsączenie ich z nadmiaru. Następnie nakładamy olej.
  1. Na mycie
-Rzadko sięgam po tę metodę. Noi tu są dwa warianty: Pierwszy- kiedy czuję że moje włosy są bardzo oblepione silikonami, są bardzo brudne, lub kiedy chcę olejować skalp przemywam raz dokładnie włosy i skórę głowy szamponem. Czy z SLS czy bez to zależy już od dnia i wariantu, dlaczego wybrałam danego dnia daną metodę. Drugi wariant: Kiedy czuję, że moje włosy są bardzo sztywne, suche, brakuje im równowagi peh, moczę włosy i przemywam je odżywką. Po spłukaniu maski/odżywki, zabieram się za olejowanie.Efekty są równie świetne co w punkcie drugim, lecz prawdę mówiąc nie zawsze mi się chce :) Jest to metoda dla „chętnych”.
  1. Na mgiełkę, płukankę
-Po mgiełkę lub płukankę przed olejowaniem sięgam równie rzadko co po metodę mycia. Dlaczego? Nie mam pomysłów na mgiełki, nie czuję potrzeby ich kupować, noi rzadko wywołują u mnie „szał, szok i niedowierzanie” ;) Do moich ulubionych należą: sok z aloesu, napar z kwiatu lipy, siemię lniane czy miód i mleko.
  1. Na odżywkę
-Po tą metodę sięgnęłam tylko 2 razy, bo nie przyniosła oczekiwanych efektów. Metoda polega na zmieszaniu odżywki z olejem. Niestety to nie jest metoda dobra dla moich włosów.


Teraz opisze moje top 5 olejów, które przyniosły największe korzyści dla moich włosów.
  1. Olej wyborny mieszanka 3 olejów
-Ten zasługuje aby znaleźć się w top 5. Tego oleju już się niestety nie sprzedaje, ale zapamiętam go na długo. Był mega tani, kosztował 5 zł za 0,5 l, dostępny w Biedronce, świetnie nadawał się do moich rozjaśnionych włosów. Po nim nie były sztywne, a bardzo miękkie. W skład tej mieszanki wchodzi: olej rzepakowy, z siemienia lnu oraz pszenicy.

  1. Nafta kosmetyczna
-Szybka w użyciu, stosowana bardzo rzadko przynosi najlepsze efekty. Bardzo fajnie wygładza, noi przede wszystkim trzeba ją trzymać krótko. :) Nie nakłada się jej wiele, a daje bardzo fajny efekt. Niektórym służą mieszanki nafty z jajkiem – mi niestety nie, ale stosowana solo daje świetny blask.

  1. Olej kokosowy
-Ten bardzo popularny olej bije się o 2 miejsce ;) Postanowiłam dać go na 3 ze względu na jego konsystencję – często zmienia się w stałą co często uprzykrza mi życie, nie mniej jednak jest jednym z moich ulubionych olejów. Ten olej poprawił wygląd moich włosów, noi jest uniwersalny oraz łatwo dostępny.

  1. Olej loton Macadania & Avocado oil
– moje nowe odkrycie. Znalazłam go w koszyku z przecenionymi produktami w Rossmannie – kupiłam go za jakieś 6 zł. Skłoniła mnie do tego jego uniwersalność - do twarzy, ciała, oraz włosów.  Jest bardzo wygodny, również wydajny, bardzo ładnie nabłyszcza włosy. Jest bardzo lekkim olejem, łatwo się go nakłada jak i zmywa. Używam go nie tylko do olejowania ale też do nawilżania – kilka kropel rozprowadzam na dłoniach po czym wmasowuję w wilgotne włosy po myciu a na to nakładam serum silikonowe.

  1. Olej Sesa!
-Zdecydowanie mistrz wśród olejów! Nie tylko przyspieszył porost akurat wtedy, gdy moje włosy stały w miejscu, ale dał im blask jakiego jeszcze nie miałam. Po sesie włosy są mieciutkie, lejące się i mięsiste. Są    I D E A L N E. Nie tylko jest bardzo wydajny, ale jego piękny zapach dogłębnie relaksuje i odpręża. Nie każdy przepada za tym zapachem, ale dla osób, które lubią – polecam z całego serca!

Jeśli chodzi o to, jaki olej sprawdził się najlepiej przy danej metodzie, uważam że włosy każdego są inne i inaczej zareagują. Jeśli chodzi o mnie, mam kilka ulubionych sposobów na to, aby moje pukle wyglądały lepiej. :) Oto przykłady, jakie najlepiej się sprawdziły u mnie:

Olej Sesa → na mokro, na mycie → najlepiej trzymany całą noc
Olej loton Macadamia &Avocado → na mgiełkę lub płukankę → najlepiej trzymany 1-3 h
Olej kokosowy → na mokro, na sucho, na mycie → ok 3 h, trzymam nawet całą noc
Natfa kosmetyczna → na sucho → używać 1 w tygodniu, 1-2 razy na 2 tygodnie--> maksymalny czas to 15-20 minut przed myciem
Olej wyborny → na sucho, na mokro, na mgiełkę, płukankę, na mycie--> Czas jest zależny, zazwyczaj 1-3h,

Postaram się pisać trochę więcej o olejach - jest to temat rzeka a warto się temu przyjrzeć.
Chętnie się dowiem czegoś na temat waszych ulubionych olejów! Piszcie :)

czwartek, 9 marca 2017

34. Recenzje: Seria Moroccanoil

Cześć!
W końcu udało mi się zebrać aby napisać o serii z Moroccanoil, której używałam w lutym. Szczerze mówiąc, nie mogłam się doczekać tego postu, bo jest o czym pisać. :)
Niestety z tym postem zwlekałam tyle dlatego, że laptop jest w naprawie i większość plików i zdjęć mam zapisane tam - jednak udało mi się odnaleźć opakowania aby zrobić zdjęcia składom.  :)



Na pewno znacie Moroccanoil z dosyć wysokich cen, a niektórzy może i z tej praktycznej strony. W moje ręce wpadła Moroccanoil intensywnie nawilżająca maseczka + kuracja i dwa olejki do zabezpieczania - jak na razie używam jednego. 

Maseczka intensywnie nawilżająca o pojemności 75 ml - wydaje się niewiele, ale stosując ją 1-2x w tygodniu starczyła mi na ponad miesiąc. Użyłam ją około 7-8, może 9 razy. Wynikiem tego, nie jest to, że jej żałowałam, lecz jej wydajność. Zwykle lubię mieć bardzo dużo odżywki na włosach, ale ta potrafi pokryć je używając naprawdę niewielkiej ilości. 

Skład: 
Na początku bałam się, że alkohol izopropylowy może zaszkodzić moim włosom, tak samo silikon na 5 pozycji - nic takiego się nie stało - może dzięki glicerynie i oleju arganowym na początku składu? Maseczka pięknie wygładziła moje włosy i świetnie zabezpieczyła przed zimnym powietrzem. Jestem z niej ogromnie zadowolona :)

Do maseczki dołączona była kuracja Moroccanoil - olejek do tuningowania maseczki oraz do zabezpieczania końcówek.
Skład:
 Skład jest również bardzo silikonowy, za to świetnie sprawdził się zimą. Do maseczki dodawałam dosłownie jedną-dwie krople, rozsmarowywałam w dłoniach aby połączył się z maseczką i nakładałam na włosy. Efektem były wygładzone, miękkie, błyszczące włosy :)

Został olejek na końcówki. Mamy dwie wersje tego olejku - wersja Light jest z białą naklejką i nakrętką, oraz wersja do każdego rodzaju włosów z niebieską naklejką, jednak składy są takie same  jak w kuracji :) Różnią się jedynie pojemnością. Kuracji jest 25 ml, natomiast pojemność olejku na końce 10 ml.

Co do ceny, faktycznie nie należą do niskich, ale czasem udaje mi się złapać okazje-perełki gdzie taką maseczkę Moroccanoil możemy wyhaczyć w licytacji na allegro za 28 zł (cena regularna to ponad 50 zł), czy też olejek na końcówki za 15 zł na vinted.
 Jestem zachwycona działaniem maseczki, z pewnością będę ją polecać innym - z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że drugiego takiego kosmetyku nie miałam. Z Moroccanoil nigdy nie miałam Bad Hair Day a w zimową porę, takie dni to była codzienność. Wydajność jest bardzo na plus, działanie również.

Serdecznie polecam i wam - warto :) 

wtorek, 7 marca 2017

Ostrzeżenie - nie kupujcie tych szczotek!

Jakiś czas temu zdarzyła się sytuacja, że dostałam informację o wadliwości danych szczotek od klientki i od koleżanki. Znałam już te szczotki wcześniej i z nimi również stało się to samo.
Kompletnie o tym zapomniałam, przypomniałam sobie dopiero wtedy gdy przeglądałam zdjęcia na telefonie i miałam tam zdjęcie tragedii i rozpaczy.
W życiu czegoś takiego nie widziałam. Moja koleżanka zakupiła tę szczotkę z polecenia fryzjerki w hurtowni fryzjerskiej - tania i nie szarpie. Po 2-3 miesiącach została z niej połowa, postanowiła zakupić drugą, ponieważ faktycznie aż tak nie ciągnęło. Noi znów to samo. W moim przypadku również zadziała się ta sama rzecz.
Są to szczotki pneumatyczne, koszt takiej to 20-30 zł. Widziałam wiele szczotek, pracowałam również na wielu, ale nigdy mi się coś takiego nie przytrafiło, aby szczotka wyglądała tak po 2-3 miesiącach! Nie są to jedyne dwa przypadki - "wadliwe sztuki". W przypadku mojej szczotki również to się stało, a także u innych osób.
Pieniądze wydane w błoto, ale na szczęście nie duże. Szczotka wcześniej wyglądała tak: KLIK
(Nie jest to strona, z której została zakupiona szczotka, chodzi mi tylko o pokazanie jaki to jest model!)
Przestrzegam więc przed nieudanym zakupem. Szukacie szczotek? Pytajcie na publicznych forach, czytajcie opinie o producenta, aby coś takiego wam się nie przytrafiło!

środa, 1 marca 2017

33. Aktualizacja: Plany i przemyślenia wiosenne

Hej!
Dziś nie tylko o planach na wiosnę, ale również trochę przemyśleń. Ale zacznijmy od początku. Jeśli chodzi o moje nie palenie - nadal nie dotknęłam papierosa i jestem z tego bardzo dumna! Bardzo mi to służy i nawet mnie do tego nie ciągnie. Co do diety - ostatnio miałam chętkę na dużo słodkości i niezbyt zdrowe rzeczy. Muszę to poprawić, aby nie zniszczyć tego, co już zbudowałam. Zaczynam się powoli martwić o wiosenne wypadanie. Moje włosy już i tak znacznie się przerzedziły - trzymam kciuki za Vitapil - już pierwszy miesiąc za mną!

Plan pielęgnacji na marzec:
1. Szampon: Sadza Soap
2. Odżywki: Organic Shop Jaśmin i jojoba, Dr. Sante maska keratyna, arginina i kolagen
3.Wcierka: maść końska Herbamedicus, lotion Vitapil
4. Olej: Z nasion bawełny, Loton oil therapy macadamia & avocado
5. Zabezpieczanie: Moroccanoil
6. Wewnętrznie: Vitapil, sok z aloesu

Wydaje się dużo - dlatego, że część już mam pozaczynanych kosmetyków, a niektóre sięgają już połowy. Bardzo często olejuję, więc wszystko zejdzie mi - tak sądzę - w połowie miesiąca. No na pewno oleje i maski! :)
Najprawdopodobniej będę też robiła płukanki z ziół - od pokrzywy, skrzypu, melisy, po siemię lniane, kwiat lipy i inne. Muszę zużyć "stare" zioła i zrobić miejsce na "nowe" :) Jak znam życie, będzie to tak nieregularne, że efekty będą znikome, ale chociaż zioła się nie zmarnują :)

Jeśli chodzi o moje przemyślenia...
Mój kucyk bardzo zmarniał - niestety 3 cm z obwodu przepadło. Oprócz tego, włosy, które zostały ścięte rok temu (20 cm poszło za jednym razem) - również poszło na marne. Wróciły białe kulki na końcach, mnóstwo rozdwojeń i przerzedzone końcówki. Jestem na to wyczulona i bardzo tego nie lubię. Cóż, wina farbowania - słabsze oksydanty, delikatniejsze, droższe farby również nie pomagają. Farbuję swoje włosy już 5 lat na czerwono - w międzyczasie przeszły rozjaśnianie, pigmentację, oraz rozjaśnianie oksydantami. Pora coś z tym zrobić. Z jednej strony kocham piękne, wyraziste czerwienie, ale takie kolory mogę osiągnąć tylko i wyłącznie przy farbach chemicznych. Mój naturalny kolor jest pomiędzy czarnym a bardzo bardzo ciemnym brązem, więc henna w tym kolorze mi nada tylko i wyłącznie czerwoną poświatę. Biorę również pod uwagę zapuszczanie naturalnych włosów. Z drugiej strony - nie pamiętam nawet jakbym wyglądała w ciemnych kolorach, noi do tego mam już siwe włosy. Szukam też alternatywnych rozwiązań - ostatnio wpadły mi informacje na temat mieszanin ziołowych do farbowania - jednak zamówienie tego jest bardzo nieekonomiczne i bardzo trudne do ściągnięcia.
Bardzo mnie martwi jednak to, że jeśli bym farbowała włosy mieszankami ziołowymi lub henną, po jakimś czasie zafarbuję większy odrost - a on będzie bardzo się odznaczał od reszty włosów - noi właśnie, jak zmienić kolor? A gdybym zafarbowała henną z indygo? I jednak by mi się nie podobał kolor? Do rozwiązania problemu jeszcze długa droga...

Kolejną sprawą jest plan zagęszczania oraz długie eksperymentowanie. Bardzo dużo czytałam na temat pielęgnacji ajurwedyjskiej w ostatnim czasie. Powoli kompletuję informacje, jakie zioła, oleje, produkty oraz dieta by była najodpowiedniejsza dla moich włosów. Kiedy wszystko uporządkuję, wykończę swoje zapasy i będę miała możliwości, chciałabym wypróbować tę opcję.

Niestety post o Moroccanoil się nie pojawi zbyt szybko - laptop jest w naprawie, a na nim posiadam wszystkie zdjęcia składów i innych rzeczy. Cierpliwości :)

piątek, 24 lutego 2017

32. Palenie papierosów a włosy - czy warto?

Po 4 latach (jak nie 5 latach) palenia i wielu nieudolnych próbach rzucenia, zaparłam się i przestałam palić. To dopiero 7 dzień bez papierosa, a ja już wariuję. To z czasem minie - będzie już tylko lepiej. Ten post może was zmotywuje do rzucenia palenia, a dla mnie to będzie promotorem aby wytrzymać, a raczej przestać palić. Ale pytanie...jakie mamy z tego zalety?
Oprócz zdrowotnych korzyści, mamy też te "włosowe". Przede wszystkim wyostrzył mi się węch na tyle, że czuję z daleka zapach papierosa, czuję perfumy innych o wiele bardziej niż wcześniej a najbardziej zapach moich włosów. Już przestały śmierdzieć papierosami. Powąchaj swoje włosy. Czujesz smród papierochów? Powąchaj szampon - tak mogą pachnieć Twoje włosy, jeśli przestaniesz palić. Najbardziej to zauważyłam podczas stosowania maski WS Academy Czarna Orchidea - nie zdawałam sobie sprawy że włosy tak przenikają zapachami. Później czułam już tylko smród papierosów.
Jak działają też papierosy na włosy? Na pewno wysuszają. Zawierają substancje smoliste, które osadzają się na włosach i wysuszają. Oprócz tego, palenie powoduje obkurczanie się naczyń krwionośnych, więc cebulki otrzymują mniej substancji odżywczych, a w afekcie są osłabione i wypadają.
Pomimo że to dopiero tydzień, na treningu nie sapałam jak dzika po rozgrzewce! Nie wypiłam litra wody jednym haustem, co jest świetną informacją. Czułam się dobrze, bardzo dobrze, w końcu oddycham, a nie zdycham :)
Tak bardzo zwracamy uwagę na składy kosmetyków...Zobaczmy skład papierosa.(kliknij aby powiększyć)

Te wszystkie substancje przenikały do płuc. Do moich płuc. Przez około 4 lata. Palenie ma wpływ nie tylko na włosy ale też na cały organizm - a jeśli on będzie źle funkcjonował - włosy tym bardziej.  Jeśli  nie odstrasza Cię to ile pieniędzy na palenie Ci przepadło (1 paczka = ok 14 zł, a teraz przeliczmy ile wydajemy na papierosy w ciągu kolejno - tygodnia - miesiąca - roku - tyle lat ile palimy.), pomyśl - ile byś musiał/musiała wydać na leki w razie choroby, które w Polsce są nierefundowane. Pewien Polak wydaje miesięcznie 9 tysięcy złotych na leki, ponieważ nie są refundowane. Teraz - płaci cenę za swoje życie.
Pomyśl o swoim zdrowiu teraz - jeśli nadal Cię to nie przekonuje, zrób to co ja- zapisz się do pulmunologa. Niech to będzie Twój pierwszy krok. Sprawdź siebie i swoje płuca. Profilaktycznie - lepiej wcześniej, niż później. Na fundusz - nie wiem jakie są kolejki - prywatnie wizyta nie jest jakoś specjalnie droga - ja zapłaciłam 70 zł za wizytę i czekałam 2 tygodnie. Pani doktor skierowała mnie na rentgen klatki piersiowej z opisem i spirometrię. Koszt rentgenu to 30 zł, a spirometria 70 zł. W sumie mamy już 170 zł - pół miesiąca palenia papierosów. Jeśli pomyślisz papierosy - czy zdrowie? Względem papierosów to dużo, jednak zdrowia - bardzo mało. Te 170 zł da Ci wiedzę, w jakim stanie jest Twoje ciało. Organizm za to Ci się odwdzięczy.
Pojawia się zatem pytanie: jak po tylu latach rzucić? Normalnie. Nie rób z tego problemu, świat się nie zawali. Po prostu zaczniesz żyć, uwolnisz się. Wiele osób poleca książkę Allena Carra - jak rzucić palenie. Mi ona po części pomogła - dała mi nowy sposób postrzegania. I właśnie o to w tym chodzi. 
 Spróbuj, naprawdę warto się od tego uwolnić :) Nie czekaj do następnego tygodnia, miesiąca, roku. Do tego nie trzeba specjalnej okazji. Każdy dzień, każdy moment jest świetną okazją aby rzucić palenie.
Najbardziej mnie motywowało pytanie "Co będzie za 10 lat? Będę stara i brzydka. Zostanę ja i moje śmierdzące papierosy - noi rak." Zadaj sobie to pytanie: Widzisz siebie z papierosami za 5-10 lat? Widzisz siebie z diagnozą raka? Oczywiście że nie. Zapobiegnij temu. Rzuć już teraz.

wtorek, 21 lutego 2017

31. Recenzje: WS Academy




Cześć!
Ostatnio zalegam bardzo z recenzjami. Dzisiejszy post poświęcę produktom WS Academy. Ten, kto czasem ogląda TTV, zapewne zna panów z programu „Ostre Cięcie”. Oprócz salonów w Polsce, własnego programu, Panowie poszerzyli swoją działalność o kosmetyki do włosów. Do przetestowania mamy kilka linii, każda z nich zawiera eliksir myjący i esencję odżywczą:

-Paczula Wonna
-Czarna Orchidea
-Linia Bezzapachowa
-Eukaliptus i Rozmaryn
Jest w czym wybierać. Przetestowałam szampon i odżywkę z paczulą oraz odżywkę z czarną orchideą. Regularna cena w Rossmanie to około 30 zł za jeden produkt – czasem możemy trafić na przecenę i wtedy zapłacimy ok. 23 zł. 


1. WS Academy, Eliksir myjący Paczula Wonna, szampon odżywczo-regenrujący, 250 g.

Skład:
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, Cocamidopropylamine Oxide, Sodium Chloride, Glycerin, Polysorbate 20, Hydroxypropyl Methylcellulose, Polyquaternium-10, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Panthenol, Hydrolyzed Keratin, Mangifera Indica Fruit Extract, Passiflora Edulis Fruit Extract, Carica Papaya Fruit Extract, Disodium EDTA, Citric Acid, Parfum, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Imidazolidinyl Urea, Hexyl Cinnamal.


2. WS Academy, Esencja odżywcza Paczula Wonna, odżywka odżywczo-regenerująca, 250 g


Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetyl Esters, Palmitamidopropyltrimonium Chloride, Hydroxypropyltrimonium Hydrolyzed Corn Starch, PPG-5-Ceteth-20, Polyquaternium-37, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Panthenol, Hydrolyzed Keratin, Glycerin, Mangifera Indica Fruit Extract, Passiflora Edulis Fruit Extract, Carica Papaya Fruit Extract, Parfum, Propylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, PPG-1 Trideceth-6, Citric Acid, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Ethylhexylglycerin, Imidazolidinyl Urea, Pentasodium Pentetate, Hexyl Cinnamal, Linalool, Coumarin, Alpha-Isomethyl Ionone.


3. WS Academy, Esencja odżywcza Czarna Orchidea, odżywka nawilżająco-wzmacniająca, 250 g,
Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Amodimethicone, Bis-Diisopropanolamino-PG-Propyl Dimethicone/Bis-Isobutyl PEG-14 Copolymer, Polysorbate 20, Butyloctanol, Polyquaternium-70, Dipropylene Glycol, Cetrimonium Chloride, Trideceth-12, Ethylhexyl Methoxycinnamate, BHT, Glycerin, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Chamomilla Recutita Flower Extract, Arnica Montana Flower Extract, Lamium Album Extract, Salvia Officinalis Leaf Extract, Pinus Sylvestris Bud Extract, Nasturtium Officinale Extract, Arctium Majus Root Extract, Citrus Limon Peel Extract, Hedera Helix Leaf Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Tropaeolum Majus Flower Extract, Hydrolyzed Keratin, Panthenol, Citric Acid, Parfum, Isopropyl Alcohol, Lactic Acid, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Ethylhexylglycerin, Imidazolidinyl Urea, Hexyl Cinnamal, Bytylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Coumarin.
Jeśli chodzi o wyjaśnienie składów, nic dodać, nic ująć - Kascysko opisała to bezbłędnie: http://kascysko.blogspot.com/2016/12/wierzbicki-schmidt-academy-kosmetyki-do.html

Moje odczucia:

Producent zapewnia, że po szamponie można użyć odżywki, ale to nie jest konieczność. Postanowiłam sprawdzić, jak zareagują moje włosy po samym szamponie. I faktycznie, to prawda, użycie odżywki nie jest już koniecznością – włosy bardzo ładnie się błyszczą, są miękkie i pachnące przez jeden dzień. Na kolejny nie wyglądają już tak dobrze. Czy szampon spowodował nadmierne przetłuszczanie? – Nie. Na drugi dzień były jeszcze w moim odczuciu ok., jednak pod wieczór zaczynały już wyglądać nieestetycznie.
Pierwsze użycie:
W sylwestra moje włosy były bardzo natapirowane po całej długości. Duża ilość lakieru poszła w ruch. W domu, aby je rozczesać, użyłam dwu-fazówki Gliss Kura, spryskałam każde pasmo i rozczesałam. Na noc nałożyłam olejek Swati. Z rana umyłam włosy szamponem WS Academy, po czym nałożyłam maskę Czarna Orchidea. Zapach tej maski jest intensywny i obłędny! Utrzymuje się bardzo długo, zapach się unosił się w całej łazience.  Po masce, moje włosy pachniały jeszcze przez 2 dni. Zwykle nie wyczuwam zapachu szamponów lub masek na moich włosach, lecz tego nie dało się nie wyczuć.  Jest jedno ale… szamponem, czy emulgowaniem odżywką olej z włosów zmyć jest bardzo ciężko.  Według mnie do tego się nie nadaje.
Te kosmetyki są bardzo wydajne, po miesiącu stosowania miałam jeszcze pół szamponu oraz po 1/3 odżywek. Jednak nie polecałabym do stosowania przez dłuższy czas. Przede wszystkim:  kiedy używałam eliksiru i esencji, w ciągu miesiąca 3 razy podcinałam włosy na długości – pomimo rozwadniania szamponu i substancji odżywczych, końcówki były jedną wielką masakrą. Doświadczyłam też przeproteinowania. Silikony i keratyna nadbudowały się, co nie za dobrze wpłynęło na moje włosy.
Gdyby wyrzucić te wszystkie silikony, byłoby zdecydowanie lepiej. Gdybym miała kupić – kupiłabym maskę Czarna Orchidea – za jej bogaty skład i zapach. Zawiera amodimethicone (silikon), który mnie razi, dlatego nie stosowałabym jej za często. Według mnie to są kosmetyki do użytku raz na jakiś czas – na imprezę, czy też kiedy nie mamy czasu i po prostu włosy muszą jakoś wyglądać.

Oprócz mojej opinii, znalazłam osobę, która również testowała kosmetyki. Marcin testował maski WS Academy Czarna Orchidea oraz Bezzapachowa.  Oto jego opinia:

„Wersja czarna orchidea ma lepszy skład od bezzapachowej i bardziej przypadła mi do gustu. Co prawda obie mają silikony i inne oblepiacze plus mnóstwo konserwantów ale w działaniu są bardzo fajne. Czarna orchidea pachnie bardzo intensywnie ale po zmyciu zapach jest o wiele przyjemniejszy i utrzymuje się do kolejnego mycia, jak nie dłużej. Obie mają tez keratynę, ale w orchidowej jest jak dla mnie bardziej wyczuwalna. Włosy sa po niej gładkie, błyszczące i fajne w dotyku, bezzapachową mam teraz na włosach, ale nie spodziewam się cudu, po nałożeniu już czuć, ze działa jak typowy emolient. Jak mam podsumować to sa na prawdę tańsze i lepsze kosmetyki, ale te tez nie sa złe, zwłaszcza czarna orchidea kusi zapachem i tylko dla tego byłbym w stanie ją kupić sobie na wyjścia bo powinna się sprawdzać przez silikony albo komuś na prezent. Nie wiem jak szampony działają, ale ogólnie mają dużo konserwantów i proteiny, i kilka substancji potencjalnie podrazniających i uczulających plus duza cena wiec nie jest to nic godnego polecenia, jedynie ta maska z orchidea na prawde cudnie pachnie i u mnie zapach był nawet po kolejnym myciu.


Jeśli chodzi o szampon: nie byłam z niego zadowolona. Natomiast jeśli chodzi o maski - Czarna Orchidea wygrywa zapachem nad Paczulą Wonną. Gdyby nie zapach, Paczula byłaby lepsza jeśli chodzi o działanie. Jednak nie kupiłabym ich ponownie przez nadmiar silikonów. Cena również pozostawia wiele do życzenia. 

Już szykuję następny post...Tym razem o Moroccanoil :)